Białe szaleństwo

W Parlamencie Europejskim w Strasburgu przemawiałem w wielogodzinnej debacie (trwała pięć godzin, co w PE zdarza się rzadko) na temat uchodźców. Na początek zadałem pytanie – poprzedzając je uwagą, że nie chcę nikogo urazić – kto z dziesiątków mówców był w obozie uchodźców? Powiedziałem, że nie chcę prosić o podnoszenie rąk, ale niech każdy zada sobie to pytanie, zanim zacznie mówić o tym problemie. – Ja byłem – rzekłem ‒ i poświęciłem na to część swojego urlopu. Było to w Kurdystanie.

Podkreśliłem, że ci uchodźcy wcale nie chcą jechać do Europy, lecz pragną wrócić do swoich domów, choćby w Mosulu zajętym przez tzw. Państwo Islamskie. I że warto dać pieniądze nie tylko Turcji, ale i Kurdystanowi, aby tych uchodźców zatrzymać w tamtych regionach, a nie żeby wędrowali do nas. To akurat kontrowersyjne nie było. Ale potem zaczęła się jazda. Ponieważ wielu mówców z Europy Zachodniej oskarżało państwa „nowej Unii” (nie słyszałem, żeby wymieniano nasz kraj), państwa naszego regionu o brak solidarności ‒ zarzuciłem im hipokryzję. Cóż, uważam, że w tej kwestii nie może być jak w restauracji, gdzie dania wybiera się z menu ‒ to, co się chce. Powiedziałem wprost francuskim europosłom, że pamiętam, jak w grudniu 2007 r. w tymże Strasburgu i w tym samym gmachu ich prezydent Sarkozy mówił z arogancką szczerością o tym, że pakiet klimatyczny jest sukcesem „starej Unii” ‒ w domyśle, że nie jest sukcesem „nowej Unii”. Jakoś wtedy Francuzi nie mówili o europejskiej solidarności.
Następnie zwróciłem się do niemieckich eurodeputowanych, mówiąc, że gdy ich państwo podejmowało decyzję dotyczącą budowy Nord Streamu wspólnie z Rosją (a ponad głowami Polski, krajów bałtyckich i skandynawskich), też jakoś nie wspominali o europejskiej solidarności. Wreszcie wystrzeliłem z zarzutem hipokryzji – i, Bóg mi świadkiem, miałem w stu procentach rację, bo także w tej sprawie państwa Europy Zachodniej, ale też Południowej, stosują podwójne standardy.
Skąd ten...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: