Gdy nie wiadomo, o co chodzi...

Tekst ten ukaże się tuż po debacie w Parlamencie Europejskim na temat Polski. Z góry mogę przewidzieć, co będzie: przewodniczący Jean-Claude Juncker będzie grzeczny i będzie udawał, że stanowisko Komisji Europejskiej to po prostu „braterska pomoc” dla naszego kraju. Premier Beata Szydło będzie broniła wizerunku Polski i dobrego imienia Rzeczypospolitej.

Część europosłów będzie nas atakować, część bronić. Identycznie było w przypadku debat dotyczących Włoch (dwa razy) i Węgier (trzy razy)
Czy w Polsce dzieje się tak źle, aby musiała interweniować Unia? Prawicowy chór odpowie jednogłośnie, że nie. A ja popłynę pod prąd i stwierdzę, że oczywiście tak. Otóż w Rzeczypospolitej dzieje się bardzo źle, bo nowa władza wprowadza podatek bankowy oraz podatek od supermarketów. Gdyby w Polsce były polskie banki, Bruksela nawet by nie pisnęła i słychać byłoby stamtąd tylko jej głośnie milczenie. Ale banki na terytorium RP są w przeważającej mierze zagraniczne. Mówiąc ściśle, są spółkami córkami banków zachodnich. Uderz w stół, a europejskie (niemieckie, holenderskie itd...) nożyce się odezwą.
Przed pięcioma laty pewna francuska sieć hipermarketów przedstawiła naszemu fiskusowi dokumenty, z których wynikało, że jest w zasadzie instytucją charytatywną, Świętym Mikołajem, który nic tylko dokłada do swoich interesów. Wszyscy wiedzieli, że to lipa, ale papiery się zgadzały i polski podatnik z niezbyt głębokiej kieszeni wysupłał kilkanaście milionów złotych, aby „ratować” francuski biznes. Teraz rząd ośmiela się robić porządek z takim rozwydrzeniem i wprowadza realne taksy dla sieci wielkopowierzchniowych, które – tak się akurat dziwnie złożyło – są u nas własnością zagranicznego kapitału.
Zatem, jak widać, w Polsce ostatnio dzieje się bardzo źle dla zagranicznego kapitału. Nie dlatego, żeby miał on nagle warunki gorsze od kapitału polskiego. Ależ skąd! Nagle ‒ cóż za gwałt(!) – okazuje się, że będzie miał tak samo jak kapitał polski,...
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: