My kontra reszta świata

Dodano: 19/01/2016

Po zwycięstwie zjednoczonej prawicy i rozpoczęciu intensywnej naprawy państwa wiadomo było, że lekko nie będzie. Zostały naruszone zbyt duże interesy, zbyt wiele karier zostało zagrożonych, a widmo odpowiedzialności nie daje spać właścicielom III RP, by dobra zmiana dokonała się bezboleśnie. Jednak szybkość i nasilenie zewnętrznych nacisków, pogróżek i ingerencji w nasze wewnętrzne sprawy są co najmniej zastanawiające. Nieruchawe struktury i bezjajeczni politycy znaleźli naraz dość siły, by pouczać, grozić i nas straszyć. Dlaczego? Nie sądzę, że chodzi tu wyłącznie o ekonomię, o interes banków i hipermarketów czy wszelkie inne formy drenażu Polski, jaki trwał przez ostatnie ćwierćwiecze. Analogie historyczne z XVII wiekiem wskazują, że chodzi o coś jeszcze. Ostateczny rozbiór Polski, przynajmniej jeśli idzie o Rosję, został podyktowany nie tylko względami imperialnymi – etniczną Polskę rozdrapały potęgi niemieckojęzyczne, caryca Katarzyna dokończyła jedynie proces „
     
38%
pozostało do przeczytania: 62%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze