Niepodległość to codzienny obowiązek

11 Listopada – Święto Niepodległości. Wypadałoby mówić, pisać, a nawet śpiewać patetycznie, radośnie: o powrocie Piłsudskiego z Magdeburga, o tym, że został naczelnikiem państwa, o notyfikacji światu powstania państwa polskiego – tylko że żadne z tych wydarzeń nie miało miejsca 11 listopada

Piłsudski nie przyjechał do Warszawy 11 listopada, tylko 10. Dokładnie o 7.36 – to wiadomo z rozkładu jazdy, niemieckie pociągi chodziły punktualnie. Dzięki temu ten ważny, może najważniejszy rozdział naszej historii zaczął się bez opóźnień. Piłsudskiego witali Adam Koc z POW, Aleksander Prystor – towarzysz z PPS i spod Bezdan, ks. regent Zdzisław Lubomirski i paru znajomych.
Przy okazji trzeba przypomnieć o sytuacji międzynarodowej. Od 5 października 1918 r. trwały rokowania pokojowe na Zachodzie, w Niemczech do rządu weszli socjaldemokraci, a od 3 listopada rewolucja wyszła na ulice. Cesarz Wilhelm II był namawiany do abdykacji, ale zapierał się rękami i nogami – w końcu ogłaszono ją za niego. Cały czas siedział w swej kwaterze w Spa, do Niemiec już nie wrócił. 9 listopada kanclerz Max von Baden przekazał władzę socjaldemokratom jako najsilniejszej partii – i oficjalnie została ogłoszona republika. 
Piłsudski był w tamtym czasie więźniem Magdeburga, delegaci nowych władz namawiali go, żeby podpisał „lojalkę”, przynajmniej zadeklarował, że nie będzie działał przeciw Niemcom – Piłsudski odmówił. Mimo to został wypuszczony 8 listopada, a noc z 8 na 9 spędził w Berlinie, potem raz jeszcze na jakąś deklarację namawiał go hr. Lerchenfeld, Piłsudski ponownie odmówł, a następną noc spędził w pociągu. Do Warszawy dotarł 10 listopada rano. Powitalnych delegacji nie było, publikowane po latach zdjęcia z witającymi tłumami, girlandami itd. to zdjęcia z jego przyjazdu do Warszawy w… 1916 r.
Korekta kolejnych legend wędrownych
Piłsudski nie został naczelnikiem państwa 11 listopada. 14 dnia tego miesiąca rozwiązała się Rada Regencyjna,...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: