Pokazowa lekcja badania katastrof

Egipt \ Rosjanie nie zostawili swojego samolotu

Kluczowe pytanie brzmi: awaria czy zamach? W momencie oddawania gazety do druku wiadomo było tylko tyle, że samolot rozpadł się już w powietrzu i że doszło w nim do pożaru. Wiadomo też, że Moskwa zareagowała błyskawicznie – tego samego dnia Rosjanie uczestniczyli już w egipskim dochodzeniu. Oto kolejna lotnicza katastrofa, przy której wraca pytanie do PO i Donalda Tuska: dlaczego w 2010 r. nie podjęto żadnych działań, które z definicji powinien w takiej sytuacji podjąć rząd suwerennego państwa? W sobotę rano 31 października na egipskim półwyspie Synaj rozbił się rosyjski samolot pasażerski. Zginęli wszyscy na pokładzie, w sumie 224 osoby. To głównie rosyjscy turyści wracający z wakacji nad Morzem Czerwonym do Petersburga. Airbus A321 należał do rosyjskich linii czarterowych Kogalymavia (Metrojet). Zamach Po pierwszych oględzinach miejsca katastrofy, w których brali udział także Rosjanie (przylecieli do Egiptu w sobotę wieczorem), Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK
     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze