Coraz mniej złudzeń

Polski film celujący w amerykańskie standardy nie musi być wtórny, marzenie o kręceniu „amerykańskiego kina” nie dowodzi naśladownictwa. Przytomny filmowiec bierze ze Stanów tonacje, przywołuje je, trawestuje. Jeśli „Uwikłanie” Bromskiego, „Służby specjalne” Vegi, „Układ zamknięty” Bugajskiego, „Trick” Hryniaka przypominają „Władzę absolutną”, „Wszystkich ludzi prezydenta” czy „Syndykat zbrodni”, to dlatego, że Polska, zwłaszcza w ponurych aspektach, upodabnia się do Ameryki.

Uwaga na początek. Choć „Anatomia zła” ma ambicje realistyczne, to film nie wyszedł już Bromskiemu tak dobrze. W „ Uwikłaniu”, dzięki Miłoszewskiemu, do intrygi kryminalnej dołączało odkrycie korzeni III RP w zaszłościach PRL. Film i książka niosły niepokojące „rozpoznanie pisowskie”, obraz kończył się akcją bezpośrednią. Uczciwy glina strzela do rozgrywającego polską rzeczywistość byłego ubeka. 
„Anatomia…” sięga po użyte elementy i nie odkrywa nowych horyzontów. Powtarza się ów rozgrywający, gra go znów demonicznie Andrzej Seweryn. Jego Szerepeta, dygnitarz, wielki przedsiębiorca, zamawia u… prokuratora (Gajewski) zabójstwo polityka. Chodzi o międzynarodowe biznesy, co sugeruje podobieństwo do sprawy Papały. Mord zostaje zlecony staremu cynglowi, kryminaliście, też po stażu w służbach. Gra go Stroiński, koncertowo, bo w opozycji do naturalnego emploi (co Vega w „PitBullu” wykorzystał wcześniej). Ów filozofujący, przemądrzały cyngiel czuje, że drżą mu ręce, więc tak jak jego do akcji szantażem zmusił obłudny prokurator, tak on zastawia pułapkę na sierżanta Waśko (Kowalczyk). Wyrzucono chłopaka z wojska za strzały do cywili w Afganistanie, oszkalował go dziennikarz (Czeczot), żołnierzyk traci więc pracę i pozycję.
Rozdanie ról przez chwilę przypomina to z hitchcockowskiego „Nieznajomego z pociągu”. Lulek zabija wrednego żurnalistę i oczekuje rewanżu od Waśko. Jednak Kowalczyk – dobry w filmie o paktofonice („Jesteś Bogiem”) i rzetelnie przerażający w „...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: