Czas terroryzmu

Z lekcji 11 września wyciągnięto odpowiednie wnioski i współpraca międzynarodowa w zakresie walki z tym zagrożeniem funkcjonuje. Sojusze uległy całkowitemu odwróceniu i zgodnie z zasadą „Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, dzisiaj okazuje się, że porozumienie nuklearne z Iranem będzie zawarte, dlatego że Iran jest śmiertelnym wrogiem Państwa Islamskiego – z prof. Michałem Chorośnickim, kierownikiem Katedry Teorii i Strategii Stosunków Międzynarodowych UJ, rozmawia Artur Dmochowski

Toczy się debata, na ile islam jest odpowiedzialny za terroryzm. Jedni twierdzą, że to religia pokoju, inni, że widocznie jest w tej religii coś takiego, że jest podatna na wykorzystanie jako usprawiedliwienie dla zabijania ludzi.
Ja optuję za tym, że jest to religia niezwykle agresywna.

To fundamentalne w Koranie pojęcie świętej wojny budzi najczęściej podejrzenia co do prawdziwego charakteru islamu. Jak Pan ocenia jego rolę?
Dżihad to święta wojna z tym, kto nie jest po naszej stronie. To jedno ze źródeł terroryzmu.

Państwo Islamskie to pewien fenomen, nowa jakość ściśle związana z terroryzmem.
Podobny fenomen stanowiło państwo talibów w Afganistanie do 2001 r. Ten twór na szczęście szybko upadł, ale kalifat jest w prostej mierze kontynuacją tamtego pomysłu. W Państwie Islamskim mamy przy tym do czynienia z kombinacją wiary i równocześnie skutecznego zdyscyplinowania życia społecznego, które zostało w Iraku zrujnowane w wyniku wojny. Kalifat np. zwalczył bandytyzm i przestępczość, które, jak to często się zdarza w chaosie wywołanym przez upadek rządu, stały się tam powszechne. U źródeł było zwolnienie z irackiego wojska setek tysięcy ludzi, w tym wyszkolonej kadry, co spowodowało, że Amerykanie mieli w ciągu dwóch miesięcy naprzeciw siebie armię przygotowanych do walki terrorystów.
Inny aspekt kalifatu to dopływ ochotników z państw zachodnich. Wedle...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: