Bond na zimno

Dodano: 15/09/2015 - Nr 37 z 16 września 2015

Maciej Parowski \ Film

Filmy żywią się filmami; kto tego nie lubi, stwierdza, że obejrzał wszystko i rezygnuje z X Muzy. Ten proces zakłócają geniusze albo wariaci (co w przypadku np. Quentina Tarantino wychodzi na jedno). Dzięki nim wracamy do kina. Ritchie, reżyser m.in. „Porachunków” i „Sherlocka Holmesa” z Robertem Downeyem, czuje filmową formę, zręcznie bawi się gatunkami. Trudno rozstrzygnąć, czy sięgając po telewizyjny szlagier szpiegowski, serial USA z lat 1964–1968, dotknął granic własnych, czy słabizn niedzisiejszej luzackiej narracji. Oto ludzie w tzw. demoludach ciężko dyszą, Sowieci budują Mur, a Amerykanie udają, że istnieją potężniejsi od Sowietów wrogowie, których mogliby solidarnie zwalczać. Chodzi o pogrobowców faszyzmu z bronią atomową w rękach! Lata 60. kochały takie fabuły. Akcja zaczyna się w NRD, w Berlinie, do którego przyjeżdża amerykański superszpieg, były złodziej (Cavill). Kiedy usiłuje obudzić „śpiocha”, córkę naukowca (Vikander), wchodzi mu w drogę agent KGB (
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze