Polski atom w powijakach

Musi minąć jeszcze wiele lat, zanim elektrownia jądrowa rozpocznie działalność w Polsce. Tymczasem wraz z jej powstaniem nastąpiłby wzrost bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej – przekonują eksperci

– Po wybudowaniu elektrowni atomowej nastąpi wzrost bezpieczeństwa dostaw energii elektrycznej Polski – twierdzi dr inż. Lech Małecki, ekspert ds. energetyki w Instytucie Zmian, b. wieloletni dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki. – Obecnie nie jest ono zapewnione w wystarczającym zakresie, wystarczy przypomnieć praktyczną zapowiedź niedawnego black-outu (przerw w dostawach prądu) z 10 sierpnia i wprowadzenia wówczas tzw. 20. stopnia zasilania w systemie energetycznym naszego kraju. Problem staje się tym poważniejszy, że do 2020 r. nastąpi likwidacja 1/3 istniejących elektrowni zawodowych (tych największych). A jednocześnie przewiduje się w ciągu najbliższych latach wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną. 
Zdaniem Lecha Małeckiego spowoduje to już wkrótce występowanie przerw w dostawach elektryczności. Zwłaszcza w północnej części Polski, gdzie znajduje się stosunkowo najsłabiej rozwinięta sieć przesyłowa. Wśród techniczno-ekonomicznych przesłanek budowy elektrowni jądrowej ekspert wymienia jeszcze zmniejszenie emisji szkodliwych gazów i pyłów. A także zwiększenie dywersyfikacji źródeł i nośników energii elektrycznej. 
– Dzięki temu zyskamy stabilność dostaw energii – twierdzi L. Małecki. – Choć wiadomo, że w energetyce będziemy się wciąż w dużej mierze opierali na węglu – naszej narodowej specjalności. Ale oprócz tego trzeba wykorzystywać inne technologie. Nie mogą jednak być to tylko OZE [odnawialne źródła energii – red.]. Energetyka wiatrowa może bowiem w polskich warunkach klimatyczno-pogodowych wykorzystywać tylko ok. 20 proc. zainstalowanego potencjału. Energetyka solarna zaś może mieć w naszym kraju charakter jedynie pomocniczy. – Zatem naturalne wydaje się – uważa ekspert – że powinny u...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: