W cieniu zbrodni

Nieznani sprawcy (zbrodnia zazwyczaj przed weekendem), partackie śledztwo, ginięcie dowodów i mataczenie mediów, wreszcie kozły ofiarne to wręcz cechy rozpoznawcze tej roboty.

Zbrodnia i przemoc to nieodzowne atrybuty władzy komunistycznej i PRL nie był w tym względzie wyjątkiem. Różne były natomiast fazy represyjnej działalności. W latach zdobywania i utrwalania władzy mord jest stałym elementem walki, w stalinizmie zmienia się w pozornie zgodny z prawem mord sądowy. W późniejszym okresie przemoc (wyjąwszy walki uliczne) ogranicza się do incydentów o różnym stopniu udokumentowania. Istotne, że żadne zabójstwo, z wyjątkiem śmierci Grzegorza Przemyka czy ks. Popiełuszki, nie zostało wyjaśnione do końca, a sprawcy należycie ukarani, ale nawet w tych dwóch przypadkach pozostały ogromne wątpliwości.
Patryk Pleskot, autor „Miasta śmierci”, świadomie ogranicza zakres pracy do lat 1956–1989 i do obszaru Warszawy, sortując sprawy wedle  prawdopodobieństwa ich politycznego charakteru. Autor jest ostrożny i w odróżnieniu od wielu publicystów nie wybiera najbardziej sensacyjnych interpretacji. A możliwości takie są prawie w każdej sprawie. Zabójcy literata Jana Gerharda zostają schwytani, a kara śmierci wykonana, ich motywy jednak pozostają do końca niejasne. Istnieją mocne poszlaki wskazujące na sprawców porwania i zabójstwa Bohdan Piaseckiego, ale rzecz mimo zaangażowania ojca – członka Rady Państwa – nie została wyświetlona. Śledztwo, mimo pozornego impetu, prowadzono tak, że możliwi sprawcy porwania dostali czas, aby uciec do Izraela. Stosunkowo najmniej wątpliwości budzi sprawa księdza Niedzielaka, zabitego, jak wiele wskazuje, przez zawodowego karatekę z tajemniczej grupy „D”,  odpowiedzialnej zapewne także za zabójstwa innych kapłanów: księży Suchowolca i Zycha. Czy w tym kręgu komanda śmierci należy szukać sprawców zabójstwa 17-letniego Emila Barchańskiego, który się utopił (mimo że nie lubił wody i nie umiał pływać), matki mecenasa...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: