Pięć razy „nie”

Dorn, Napieralski i Mazowiecki junior już nie pomogą Platformie. Deska na basenie służy bowiem zaledwie do nauki pływania, ale na wyborczą olimpiadę to stanowczo zbyt mało 

Polska pływalnia polityczna od ponad trzech miesięcy, jakie upłynęły od minionej kampanii prezydenckiej, wygląda – jakby to ujął towarzysz Rakowski – „tak samo, ale nie tak samo”: dryfująca z referendalną kulą u nogi Platforma, nabierający tempa PiS, uchwycona kurczowo czerwonej boi „zjednoczona lewica”, tonący przy wtórze stojącego na brzegu CBA „ludowcy” z PSL. Plus Kukiz, który wskoczył do tego basenu w glanach narodowca, a teraz dziwi się, że one takie ciężkie. Elektoraty podpływają do tych, którzy na politycznej wodzie trzymają się mocno, a opuszczają tych, którzy nie dają nadziei na medal, co naturalnie powoduje, że silni stają się jeszcze silniejsi, a słabsi zmierzają do nieuchronnej klęski. Czyżby niewdzięczni wyborcy kierowali się bezlitosnym darwinizmem? A może to tylko zdrowy rozsądek? 
Pamiętajmy, że, gdy chodzi o sejm i senat, obywatel ma tylko jedną szansę głosu – i tylko (zwykle) raz na cztery lata... Prawdziwie istotne, z punktu widzenia coraz bardziej marginalizowanego wyborcy, pozostają wybory parlamentarne. I tu elektorat mówi (niczym w super referendum) – pięć razy „nie”.   
Nie dawać trzeciej szansy 
Władza, która w opinii większości nie sprawdziła się, następnie – nie sprawdziła się, i w końcu ponownie błaga o kolejne dojście do władzy, nie ma wielkich szans. Oczywiście, może liczyć na przychylność lub nawet ślepe oddanie tzw. twardego elektoratu (nie jest tak, jak głoszą prorządowi dziennikarze, że tylko elektorat PiS jest „zdyscyplinowany”, a nawet – „sfanatyzowany”), ale jego wysiłki przy urnie zwykle nie wystarczają, by po wyborach rozmawiać o koalicji rządowej. Niezwykle rzadko – i raczej tylko w Trzecim Świecie – możliwa jest sytuacja, by wyborcy pozwolili na pojawienie się przy władzy danego ugrupowania dłużej niż przez...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: