Wojciech Jabłoński

Zabawmy się w parafrazy. Poćwiczmy siłę ekspresji werbalnej i moc ciętego dowcipu. Skoro Donald Tusk w nawale obowiązków „prezydenta Europy” znajduje czas na iście tischnerowskie zabawy słowem (jak raczył nam „zatwittować”: „Są trzy prawdy: świento prowda, tys prowda i audyt”) – zabawmy się i my, obywatele. Ciekawe, komu ostatecznie będzie do śmiechu Cóż bowiem po ujawnieniu (a)feralnego audytu zostało z „państwa prawdziwych Europejczyków”, jakimi mienią się członkowie/sympatycy KOD-u, PO, Nowoczesnej, PSL i resztek lewicy? Ano, „kamieni kupa”, by nie popadać już w skatologię.  Dlaczego więc tak wściekle i nieporadnie bronią swoich „dokonań”? Bo walczą o polityczne życie. Nie wypada bowiem sądzić, by w obecnej sytuacji nie skończyło się na karnej odpowiedzialności tych byłych...
„Zamach na demokrację”, „Kto stanowi prawo?”, „Rząd kontratakuje, Trybunał się cofa” – to tylko nieliczne z ostatnich chwytliwych cytatów, jakimi żyje – i które tworzy – polska scena medialna. Jest jeszcze jedno powiedzenie, ukute przez samych dziennikarzy, choć wkładane w usta wielu osobom publicznym: „Wszystkiemu winni są dziennikarze”. I tu jest – również, a może przede wszystkim, w „boju” o Trybunał – coś na rzeczy. Jak to działa? Jak to możliwe, że w przypadku sprawy Trybunału Konstytucyjnego panuje w mediach tak wiele zamieszania? To media definiują kryzys. To w chwilach takich politycznych „bojów”, „walk” i „starć” ujawnia się prawdziwa siła mediów. Siła niszcząca, która chętnie wskaże cierń w oku przeciwnika, ale również siła, która nie jest w stanie wyjąć belki z własnego...
Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie nowe władze Platformy Obywatelskiej oddały Prawu i Sprawiedliwości władzę niejako na srebrnej tacy, „poległy na własne życzenie”, by zacytować Kaczyńskiego wprost ze studia wyborczego. Okazuje się, że cudu rządów jednopartyjnych można w Polsce dokonać w miarę łatwo – pod warunkiem że chce tego (tak!) również strona oddająca władzę. Bo cała platformiana kampania parlamentarna sprawia takie właśnie wrażenie – jakby nie tylko wyborcy zmęczyli się Platformą, ale i ona sama najwyraźniej miała już dość władzy Kiedyś to Donald Tusk – najwyraźniej mając na myśli Prawo i Sprawiedliwość – twierdził, że nie ma z kim przegrać. Teraz podobne aluzje o osieroconej przez Tuska formacji może serwować Jarosław Kaczyński. Platforma została pobita: przegrała wybory...
Dorn, Napieralski i Mazowiecki junior już nie pomogą Platformie. Deska na basenie służy bowiem zaledwie do nauki pływania, ale na wyborczą olimpiadę to stanowczo zbyt mało  Polska pływalnia polityczna od ponad trzech miesięcy, jakie upłynęły od minionej kampanii prezydenckiej, wygląda – jakby to ujął towarzysz Rakowski – „tak samo, ale nie tak samo”: dryfująca z referendalną kulą u nogi Platforma, nabierający tempa PiS, uchwycona kurczowo czerwonej boi „zjednoczona lewica”, tonący przy wtórze stojącego na brzegu CBA „ludowcy” z PSL. Plus Kukiz, który wskoczył do tego basenu w glanach narodowca, a teraz dziwi się, że one takie ciężkie. Elektoraty podpływają do tych, którzy na politycznej wodzie trzymają się mocno, a opuszczają tych, którzy nie dają nadziei na medal, co naturalnie...