Zostaw jakąś dobrą wiadomość

Ten film to góra lodowa. Więcej pod spodem niż na wierzchu, no i nie warto czytać obrazu dosłownie, choć punkt wyjścia jest prawdziwy. Tadeusz Szymków (1958–2009), aktor najlepiej znany z filmów Władysława Pasikowskiego, odszedł po pięćdziesiątce na raka. Cezary Harasimowicz, renomowany scenarzysta, przed laty przyjaciel Szymkowa ze studiów (pod ręką Bogusława Lindy terminowali aktorstwo w Teatrze Wrocławskim), żegna kolegę scenariuszem elegią.

Do końca byli blisko. Inni rozpierzchli się, odpłynęli na antypody, jak Sławek Wabik (który w Australii nie przeżył upałów), albo odjechali w celebrę, w sukcesy. Szymków został sam, rozmieniał się w reklamach, dawał twarz tandetnym show.  Takim pokazuje go Tomasz Kot w filmie Macieja Migasa. Jako Bartosza Kolano, aroganta i abnegata, z rozsypanym życiem osobistym, nałogowego palacza, zaleczonego alkoholika wkładającego wiele energii w chałtury i uczącego młodych aktorstwa.
Rak kompletnie zaskakuje tego niespełnionego człowieka. Enigmatycznych porad udzieli mu zabawny lekarz nikotynista (Konopka), wesprze cierpkimi sugestiami w stylu zen Żuk (Chabior), hydraulik i filozof amator matkujący grupce anonimowych alkoholików. Obdarzy zaufaniem pijaczek z sąsiedztwa, ba, w żałosny sposób próbują Bartoszowi pomóc nadęci i też tandetni szefowie (Braciak) telewizyjnego show.
Oprócz przyjaźni Żuka to nie są dobre duchowe oferty. A przed przyjaźnią powinna być rodzina. Tę Bartosz utracił. W rozsypanym na epizody filmie sceny szpitalne, medyczne, momenty triumfu choroby i sztucznych ekstaz występów są tłem dla kurczowych starań. Bartosz pisze listy, odbija się od żony w rozmowie z pomocą komputera, odbywa absurdalne podróże do Budapesztu, do córki, ale niełatwo odzyskać kontakt z tymi, których się boleśnie zraniło.
Harasymowicz i Migas nie rekonstruują życia i kresu Szymkowa, oddają natomiast klimat pokoleniowej opowieści o niespełnieniu, o przeciekaniu życia przez palce, o wysadzonych z...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: