Zakupy ze strachem

Paski zamiast plastrów

Pani Wanda Malińska, mieszkanka jednej z podstarachowickich wiosek, przygotowuje śniadanie dla czwórki swoich dzieci. Dwóch chłopców uczy się w podstawówce, dziewczynki – w gimnazjum i liceum. Pani Wanda smaruje chleb masłem. Pamiętała przestrogi matki. Dlatego krowy nie pozbyła się – trochę z sentymentu, ale przede wszystkim dla zdrowia dzieci. Tłuszczu – sama robi masło – więc nie brakuje. Na kanapkach leżą plastry „lepszej” wędliny albo żółtego sera pokrojone na cztery równe paski. Podobnie wygląda drugie śniadanie, tylko warstwa chleba jest podwójna.

Kobieta do niedawna pracowała w jednym ze starachowickich supermarketów jako kasjerka. Została zwolniona w ramach redukcji personelu. Chciała wnieść sprawę do sądu pracy, bo przy zwolnieniach grupowych pracownikowi należy się odprawa. W sądowym sekretariacie dowiedziała się jednak, że zwolnienie grupowe to takie, które obejmuje co najmniej 20 osób. Szefowie supermarketu dobrze znają kodeks pracy. Rozstali się tylko z osiemnastoma pracownikami.

Mąż pani Wandy pracuje. Jeszcze… Po 30 latach pracy za kółkiem kierowca pekaesu dorobił się poważnego zwyrodnienia kręgosłupa. Lekarz doradza sanatorium, masaże, fizykoterapię. Kiedy? Jak się ma sześcioosobową rodzinę na utrzymaniu, to bierze się wszystkie nadgodziny, jeździ w wolne soboty i święta. – Muszę jeszcze pomagać mamie, która całe życie pomagała ojcu przy gospodarce. Ojciec przepisał wszystko młodszemu synowi, ale on nie czuje się w obowiązku wspierać rodziców. Ja taki nie jestem, nie mogę patrzeć, jak własna matka przymiera głodem – mówi kierowca. – Jeszcze pół roku temu, kiedy żona pracowała, radziliśmy sobie jakoś. Bez luksusów, ale jednak. Na kanapkach wędlina była w plastrach, nie w paskach. Raz w tygodniu w weekend jechaliśmy z maluchami do miasta na kreskówkę. Starsze dziewczynki dostawały parę groszy, żeby mogły pójść z koleżankami do McDonalda. Niby nic takiego, zwykłe życie...

[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: