Też zaliczyłem „Obywatela”!

Maciej Parowski \ Film

Z obowiązku. Niedawno w jednym z tygodników opinii zjechali obraz Piotr Zaremba i Marcin Wolski. Do paszkwili nie dopłaca się w kinie, koledzy też zaczekali na seans w TV. Posiadacze wypasionych płatnych kanałów podobnie zaliczyli już „Idę” i „Pokłosie”.  Estetycznie i ideowo rządzą „Obywatelem” szablon, kompleks i uraza. Obciążają nas straszne grzechy (antysemityzmu, katolstwa, niepozbierania). Sami się prosiliśmy o komunę, a jak coś nam wyszło, to przypadkiem. Jan Bratek (stary i młody Stuhr), uderzony w ciemię wielką literą „P” spadającą z gmachu telewizji, śni w szpitalu swe życie tchórza, kolaboranta, mendy, konformisty. Od lat 40. do dziś. Na końcu z biało-czerwoną gębą udaje typowego Polaka.  Film toczy się od skeczu do skeczu. Życiem Bratka, jego matki i ojca rządzi konformizm. Antysemickich wybryków dopuszczali się z automatu. Katolicyzm Bratka jest płytki, a koledzy tropią oznaki żydowskiej degeneracji na portrecie Einsteina.    „Obywatel” jest epizodem w
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze