Polska znowu kocha piłkarzy

Sześć meczów, cztery zwycięstwa, dwa remisy, 14 punktów i pierwsze miejsce w tabeli grupy D, na cztery kolejki przed końcem eliminacji Euro 2016. Polska w zakończonym właśnie sezonie nie poniosła ani jednej porażki! – Marzy mi się wygrana we Frankfurcie – mówi o wyjazdowym meczu z Niemcami kapitan reprezentacji Robert Lewandowski

Ostatni raz jedenastka trenera Adama Nawałki schodziła z boiska pokonana ponad rok temu, 5 marca 2014 r., po przegranej 0:1 ze Szkocją w towarzyskim meczu w Warszawie. Kibice się cieszą, bo w końcu mają drużynę, z której mogą być dumni!
Do Warszawy przyjechali Gruzini – 139. zespół świata według rankingu FIFA. W Europie niżej notowani od nich są tylko Malta, San Marino i Andora. Poprzednio mecz o punkty graliśmy z Gruzinami w 1997 r. Na stadion GKS Katowice przyszło wówczas tylko 2000 widzów, choć wtedy ich drużyna w Europie coś znaczyła. Teraz o biletach na spotkanie z wyjątkowo marnymi Gruzinami można było tylko pomarzyć. Przed wejściem na stadion stały dziesiątki osób z kartkami z napisem „Kupię bilet”. Sprzedających jednak nie zaobserwowano. Frekwencja na Narodowym 13 czerwca była porażająca – na mecz przybyło 56 572 kibiców. Niemal tyle samo co na październikowe spotkanie z Niemcami. Wtedy można było założyć, że magnesem dla kibiców był gwiazdorski team mistrzów świata naszpikowany gwiazdami pokroju Manuela Neuera, Matsa Hummelsa, Mario Goetzego, Thomasa Muellera czy Toniego Kroosa. Teraz takiego wytłumaczenia nie ma, bo chyba nikt nie kupił biletu, żeby zobaczyć w akcji Mate Vatsadze czy Jano Ananidze. Jedyny powód, dla którego PZPN nie ma problemu z wyprzedaniem miejsc na mecz na największym stadionu w kraju, jest taki, że Polacy znów zaczęli utożsamiać się z piłkarską reprezentacją. Znowu mogą być z niej dumni, bo w obecnych eliminacjach gramy fantastycznie. Polska piłka przestała być synonimem obciachu, żenady, siedliskiem korupcji, pijanych działaczy. Do głosu doszła zupełnie nowa, lepsza...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: