Lump, Arab i faceci w krawatach

Dodano: 06/05/2015 - Nr 18 z 6 maja 2015

Maciej Parowski \ Film

Głównych bohaterów i twórcę „Zabójców bażantów” znamy już z „Kobiety w klatce” (2013). Skontrastowani detektywi – sceptyczny, chłodny, dręczony fobiami abnegat Duńczyk Carl (Lie Kaas) i spontaniczny południowiec Assad (Fares) – w tzw. Departamencie Q mają skreślać z ewidencji nierozwikłane sprawy. Ale i tym razem biorą się właśnie za nie, i to z dobrym skutkiem.  „Zabójcy…” to najbardziej kasowy duński film wszech czasów. Mimo (dlatego?) że nakręcono go na podstawie bestsellerowej powieści, mamy tu znane elementy skandynawskiego kryminału: sadyzm mężczyzn, dręczenie kobiet, perwersję i przemoc możnych ukryte za fasadą idealnego społeczeństwa. Czyli Duńczycy są jak bohater „Rejsu”, lubią tylko te piosenki, które już znają.   Tu chodzi o serię zapomnianych zbrodni dokonanych w okolicy prestiżowej szkoły z pensjonatem. Dawna uczniowska elita, dziś prominentni obywatele – sędzia, lider dobroczynności, jego wierny adwokat – wspólnie polują, wspierają się. W przeszłości w
     
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze