Żeby miały to, czego ja nie miałam

Siedzimy w świetlicy. Dwuletnia śliczna blondyneczka patrzy na mnie intensywnie niebieskimi, czystymi, wesołymi oczami i z impetem rozrzuca zabawki po całym pokoju. Pytam, czy pokaże mi zawartość jednego z koszy. – Nie! – stwierdza dziarsko i kategorycznie. – Ona jest mądra i wszystko rozumie, wszystko czuje. Dobrze, że nie zamknęła się w sobie, chociaż czasem bywa nieznośna – tłumaczy jej matka. Oczy ma równie piękne i niebieskie, chociaż zdecydowanie bardziej smutne

Mama blondyneczki zwróciła moją uwagę już na początku, kiedy stałam przed Domem Samotnej Matki Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej „Bezpieczna Przystań” w Zielonce i zastanawiałam się, czy aby na pewno dobrze zapisałam adres. Młoda, energiczna kobieta z wózkiem dziecięcym nie wyglądała na mieszkankę typowego ośrodka pomocy, a domek jednorodzinny, przed którym się znajdowałam – na taki ośrodek. 
Ma dwadzieścia lat i dwie córeczki: wspomnianą dwuletnią blondynkę i drugą dziewczynkę, którą nadal karmi piersią. Kiedy o nich mówi, rozpromienia się. Widać, że bardzo je kocha. – Bo ja tę starszą to w ogóle chciałam. Miałam nieukończone osiemnaście lat, ale ogromnie cieszyłam się, że się pojawi. Oczywiście, kiedy już się urodziła, bywało bardzo ciężko. Dlatego też kiedy okazało się, że będę miała drugie dziecko, byłam przestraszona. No, ale jest. I nie żałuję. Chcę dać im wszystko – mówi. 
Ta chęć ofiarowania wszystkiego co najlepsze dzieciom wynika zapewne także z tego, że moja rozmówczyni sama nie miała lekko. Ojca praktycznie nie zna. – On obecnie przebywa w areszcie śledczym. Zresztą w ogóle pół swojego życia spędził w rozlicznych więzieniach. Mam rodzeństwo, starsze i młodsze, ja jestem ta średnia – opowiada.
Kiedy miała siedem lat, jej matka związała się z innym mężczyzną. Nie był to najmądrzejszy wybór. Nowy partner szybko zaczął ją bić. – Wiesz, ja i moje rodzeństwo usiłowaliśmy wielokrotnie go powstrzymać. Ale to jest facet ważący 120 kilo, nie...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: