Świat według Szpota

Wielkość Szpotańskiego polega też na tym, że nawet w więzieniu, w dobie zniewolenia, pozostał człowiekiem wolnym i odważnym

Był najznamienitszym artefaktem PRL-u. W dodatku niepowtarzalnym, bo wszystkiego co PRL-owskie szczerze nienawidził, tyle że w odróżnieniu od kolegów po piórze, którym aluzje zastygały na końcu pióra, dawał swojej nienawiści upust. W dodatku, acz pomijany przez krytykę literacką, miał swojego jednego, zapamiętałego czytelnika, który zwykł wspominać o Januszu Szpotańskim z trybuny w Sali Kongresowej. Był nim Pierwszy Sekretarz PZPR Władysław Gomułka, bez którego epitetu „Człowiek o moralności alfonsa” Szpot pozostałby artystą nieznanym, jeśli nie liczyć szczupłego grona słuchaczy jego występów, peklowanego bogato tajnymi współpracownikami SB. W efekcie donosów Szpotański powędrował do więzienia, ratując honor literackiej socjety, która w latach środkowego PRL-u prowadziła z reżimem walkę bezobjawową. (Władzy starczyło mocy, żeby skazać Melchiora Wańkowicza, ale zabrakło determinacji, aby posadzić wiekowego pisarza). Poza Gomułką upowszechnianiem twórczości autora „Towarzysza Szmaciaka” zajmowało się jeszcze Radio Wolna Europa, a później drugi obieg i wydawnictwa emigracyjne. Paradoksalnie, kiedy już jego utwory mogły ukazywać się swobodnie, autor zaniechał pisania, a kiedyś wyklęte „Gnom, Caryca, Szmaciak” trafiły do bibliotek. Najnowsze dwutomowe wydanie dzieł wszystkich zawiera dodatkowo fragment autobiografii pisarza, spisany przez Antoniego Liberę, kustosza pamięci o Szpotańskim. Znalazł się tam również nieznany mi wcześniej poemat „Bania w Paryżu”, przerwany pod koniec lat 70., i – jak stwierdził sam autor po powstaniu Solidarności – nie wart kontynuowania. Szkoda! Jest to ze wszystkich prac autora dzieło najbardziej profetyczne, obok aktualnych aluzji ukazuje prześmiewczo świat „gnijącego Zachodu”, który potrzebował jeszcze kilkudziesięciu lat, aby osiągnąć swoją poprawno-polityczną dojrzałość. Być może w...
[pozostało do przeczytania 33% tekstu]
Dostęp do artykułów: