Rachunek wskazuje na wojnę

Rosja została przeniesiona przez agencje ratingowe do poziomu śmieciowego. Oznacza to, że bardzo wiele funduszy posiadających jeszcze rosyjskie papiery wartościowe musi się ich jak najszybciej pozbyć. Większość nie będzie mogła ich kupować, nawet jeżeli Rosjanie dadzą bardzo dobre warunki nabycia. To jednak nie koniec plag Putina. Ceny ropy po blisko 30-procentowym wzroście znowu zaczęły spadać i są na poziomie poniżej 60 dolarów za baryłkę. Na wiosnę Rosja będzie musiała mocno obniżyć ceny gazu związane z cenami ropy. Powiększają się też koszty samej wojny na Ukrainie. Prawdopodobnie w działania militarne zaangażowane są tysiące najemników, a dziesiątki tysięcy żołnierzy zabezpieczają tę akcję.

Rosjanie ponoszą ogromne koszty związane z zerwaniem współpracy z przemysłem ukraińskim, który dostarczał im podzespoły do budowy sprzętu wojskowego. Nikt nie wie, ile naprawdę kosztuje Moskwę utrzymanie Krymu i pomoc, o ile ona istnieje, dla okupowanych części Donbasu. Wreszcie Kreml dotkliwie odczuwa sankcje – wprawdzie są wprowadzane rachitycznie i niekonsekwentnie, ale jednak sprawiają mu coraz więcej kłopotów.

Prognozy największych instytucji finansowych mówią, że PKB Rosji może spaść w ciągu dwóch lat około 10 proc. Gdyby to była prawda, dla normalnego kraju oznaczałoby to ogromne problemy, choć nie katastrofę. Rzecz w tym, że może to nie być prawda i będzie jeszcze gorzej, a poza tym Rosja normalnym krajem nie jest. Potrafi dokonać istotnych redukcji swoich największych wydatków – na armię i administrację. Politolodzy i historycy twierdzą, że Rosjanie są przyzwyczajeni do życia od klęski do klęski i niejedno mogą znieść, co miała udowodnić historia.
Bardzo przepraszam – historia niczego tu nie udowodniła. Rewolucja 1905 r. była powiązana z hańbiącą klęską z Japończykami, a w 1917 r. ze straszliwymi ciosami zadanymi przez Niemców, którzy zajęli bez trudu kawał ówczesnego imperium. II wojna nie jest tu żadnym dowodem....
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: