Prokuratura kontra PKN Orlen

Z uzasadnienia umorzenia śledztwa w sprawie afery korupcyjnej w płockim koncernie wynika, że jego szef Jacek Krawiec nie odpowiedział na pisma dotyczące przekazania istotnych dla postępowania informacji – ustaliła „Gazeta Polska”

Ponad trzy lata temu ta afera wstrząsnęła kontrolowanym przez Skarb Państwa paliwowym gigantem PKN Orlen. W grudniu 2011 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) zatrzymali pod zarzutem korupcji Marka Serafina, ówczesnego członka zarządu koncernu. Głównym dowodem były m.in. stenogramy z podsłuchów oraz materiały z obserwacji zgromadzone przez służbę podczas operacji o kryptonimie „Black”. W połowie 2014 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie umorzyła jednak śledztwo w tej sprawie. 
„Przedmiotowa decyzja nie jest dowodem na to, że podejrzani działali prawidłowo, a jedynie wskazuje, że nie zdołano uzyskać dowodów pozwalających na pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej” – czytamy w liczącym 91 stron uzasadnieniu umorzenia śledztwa, do którego dotarła „Gazeta Polska”.
Z dokumentu podpisanego przez prokuratora Wojciecha Skórę wynika, że w ramach śledztwa wprawdzie nie uzyskał on wystarczających dowodów na korupcję w PKN Orlen, ale miał poważne wątpliwości co do działań Serafina oraz jego powiązań z płockim biznesmenem zarabiającym krocie na współpracy ze spółkami płockiego koncernu. W dokumencie ostro skrytykował też postawę w śledztwie samego Orlenu, który miał w nim status pokrzywdzonego. Zdaniem prokuratora spółka nie przekazała istotnych dla śledztwa materiałów, a jej wewnętrzne procedury budzą wiele wątpliwości. 
Traktor za 102 tys. zł
Głównym wątkiem badanym przez warszawską prokuraturę były relacje Marka Serafina z Pawłem M., płockim biznesmenem, zarabiającym na kontraktach z Orlenem. Obydwaj poznali się na przełomie 2008 i 2009 r. podczas spotkania u Krzysztofa Kołacha, związanego z PSL-em ówczesnego członka Rady Nadzorczej koncernu. Serafin, który wtedy już...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: