15 października 2014

No i znowu zmienia nam się język polski. „Kopacz” – w jakim kontekście padało u nas w ostatnich latach to słowo? Cytować mógłbym bez końca: „Kolejny beznadziejny występ naszych kopaczy”, „Ile zarabiają nasi kopacze za przegrywanie wszystkiego, co się da?”, „Znowu kompromitacja kopaczy znad Wisły”, „Najnędzniejszy polski kopacz jest chciwy i zadowolony z siebie”. Kopacz i chciwość? Teraz to już w mediach nie przejdzie i to bynajmniej nie z powodu naszego zwycięstwa nad Niemcami. Taki redaktor Łukasz Rogojsz z „Newsweeka” nie napisze, jak niedawno „Nasi kopacze znowu polegli”, bo go Tomasz Lis wywali z roboty.

Nieporozumienia słowne mają swoje konsekwencje. Ot, na przykład mieszkaniec Sieradza zgłosił w poniedziałek pogotowiu, że źle się czuje po wypiciu jabola. Co niedosłyszący lekarz zrozumiał jako „ebola”. Po czym pacjenta niezwykle rzetelnie zbadał i swym autorytetem podejrzenie potwierdził, stawiając na nogi odpowiednie służby w całej Polsce. Dopiero badanie na alkomacie potwierdziło, że nasz antyputinowski patriota jednak przedawkował wino jabłkowe.

Przed meczem z Niemcami serwis Agory „Z czuba” na pytanie „Jak wygrać z Niemcami” odpowiedział: „Za pomocą naprędce zbudowanej rakiety polecieć na Marsa i przekonać tamtejszych piłkarzy do gry w reprezentacji Polski. Powszechnie wiadomo, że Marsjanie mają po cztery nogi i dwie głowy”. Cóż, o tym, że „Gazeta Wyborcza” woli od nienormalnej polskości Niemców, Ruskich, Żydów, Arabów, Murzynów i w ogóle wszelkie inne nacje i rasy, na Eskimosach kończąc, wie każde polskie dziecko. Ale że aż tak nas nienawidzi, by nie zachować nawet solidarności planetarnej?! Choć z drugiej strony nie powinno nas to dziwić: w końcu Mars nazywany jest Czerwoną Planetą. Dlatego ciemny antymarsjanizm polskich piłkarzy, którzy z powodu nietolerancji nie chcieli „obcych” w swojej drużynie i na złość Agorze wygrali z Niemcami, surowo potępiamy.

W przeciwieństwie do ekspertów z Agory ja wygraną...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: