Jak się pozbyć Lenina

Był rok 1970. Muzeum i pomnik Lenina w Poroninie były jednym z symboli sowieckiej dominacji nad Polską. Znienawidzone i wyśmiewane tkwiły jednak od ćwierć wieku w jednym z najpiękniejszych miejsc kraju. Grupa młodych ludzi uznała na przekór wszystkiemu, że nie będzie biernie znosić tej ingerencji w polskie poczucie wolności. Przygotowali zamach

Im właśnie poświęcił najnowszą książkę „Zamach na Lenina” Jacek Wegner. Opisuje w niej, często przytaczając świadectwa samych członków, jak „Ruch” został rozbity przez bezpiekę tuż przed planowanym zamachem. Wśród aresztowanych byli ludzie, którzy mieli później stać się jednymi z najważniejszych twarzy Platformy Obywatelskiej: Stefan Niesiołowski i Andrzej Czuma.
Nie wszyscy sprostali próbie. Pierwszy zaczął sypać Niesiołowski. Obciążył m.in. swoją narzeczoną, dziś znaną publicystkę Elżbietę Królikowską-Avis. A potem, jakby nic się nie stało, oświadczył się jej w więzieniu. Jej wspomnienia to jeden z najciekawszych wątków książki.
Mało jest książek historycznych, które są jednocześnie tak realistyczne i tak zaskakujące. W historii, którą świetnie opisuje Jacek Wegner, są bowiem tajne służby, miłość i zdrada oraz dramatyczne ludzkie losy, które łamie przemoc totalitarnego państwa.
Czym był „Ruch”
„Ruch” powstał w połowie lat 60. Zainicjowali go ludzie z kręgów duszpasterstw akademickich i dawni akowcy. Jego członkowie zdecydowanie odrzucali komunizm i nie uznawali Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej za legalne państwo polskie. Przewidywali, że do wyzwolenia Polski dojdzie w przyszłości na drodze masowych wystąpień społecznych. W najbardziej aktywnym okresie działalności organizacja liczyła ok. 100 członków. Co ciekawe, udało się jej do momentu wpadki uniknąć spenetrowania przez SB, które miało w niej zaledwie jednego, i to działającego na marginesie organizacji w Gdańsku, donosiciela – Sławomira Daszutę TW „Sławek”.
Postać Daszuty ciekawie łączy zresztą wydarzenia z...
[pozostało do przeczytania 57% tekstu]
Dostęp do artykułów: