Pogrobowcy komunizmu

Krytyka rządów sprawowanych przez Platformę Obywatelską, a zwłaszcza ta podkreślająca niekompetencję władzy i miałkość jej przedstawicieli, jest na pierwszy rzut oka sprzeczna z faktem, że PO, mimo błędów i skandali, trwa przy sterze i że w wyborach przez siedem ostatnich lat odnawia ten mandat do rządzenia.

Prorządowe media przywołują to na dowód, że władza PO jest obecnie najlepsza albo – co na jedno wychodzi – najmniej zła z możliwych. Nie mają racji. Władza w Polsce może być o niebo lepsza, a ta, którą uosabia Donald Tusk, od początku była i jest fatalna.
Skąd przypływa fala
Z drugiej jednak strony, musi być jakiś powód, że  PO przy władzy utrzymuje się tak długo. Wsparcie układu i mediów? Przy tego rodzaju zaletach liderów jak piłkarski styl eks-premiera, dowcip Bronisława Komorowskiego, zegarki Sławomira Nowaka czy „taśmy zebrane” Bartłomieja Sienkiewicza cała siła mediów, a nawet WSI, nie wystarczyłaby, żeby na dłuższą metę tę ekipę utrzymać. Niesie ją więc jakaś inna, głębsza fala, która unosi też sam układ, media i tę część społeczeństwa, która Platformę popiera. Ta fala powstała wiele lat temu, w ciemnej dekadzie schyłku i transformacji komunizmu.
Czas, w którym formowało się średnie pokolenie obecnie rządzące Polską, był etapem głębokiego kryzysu. Za pieniądze zarobione w ciągu kilku miesięcy na Zachodzie można było wtedy w Polsce kupić mieszkanie, na które rodzina pracująca w kraju oszczędzała przez całe życie. Krajowe zarobki były takie, że w przeliczeniu na dewizy miesięczna pensja okazywała się równowartością 10 dolarów Nawet jeśli ktoś zarabiał lepiej, to i tak w sklepach nie można się było zaopatrzyć w podstawowe towary: brakowało żywności, ubrań, mebli i papieru toaletowego. Za Łabą i Bałtykiem toczyło się dostatnie i wesołe życie; my mogliśmy sobie raz na tydzień pooglądać w TVP jakiś amerykański serial. Młodzi gnieździli się w ciasnych mieszkaniach z rodzicami, widząc na każdym kroku klęskę ich...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: