Platforma na zakręcie

Mianowanie Ewy Kopacz na premiera to przesłanka do rozważań o utracie instynktu samozachowawczego przez obóz rządzący. Albo o tym, jak dalece upadła jest ta część klasy politycznej, która jest u steru władzy, że nie może wyłonić nikogo innego, kto nie byłby skompromitowany publicznymi kłamstwami i brakiem kompetencji. Tymczasem PiS zweryfikował „efekt Tuska”. Miażdżąco

Zwycięstwo PiS we wszystkich trzech okręgach w wyborach uzupełniających do senatu zaskoczyło nawet niektórych polityków tej partii. Rybnik to okręg do niedawna tradycyjnie platformerski – jeszcze w 2011 r. na PO głosowało tam dwa razy więcej wyborców niż na PiS. Wprawdzie rok temu mandat senatora zdobył tu Bolesław Piecha, jednak szanse mniej znanej Izabeli Kloc były oceniane dość sceptycznie. Także PO była niemal pewna zwycięstwa – w kampanię zaangażował się premier Donald Tusk, który zaraz po wyborze na szefa Rady Europejskiej przyjechał do Rybnika, agitując za głosowaniem na kandydata PO. Była też Elżbieta Bieńkowska.  „Ślązaczka będzie rządziła takimi drobiazgami w Europie jak: przemysł, cały jednolity rynek, przedsiębiorczość i małe przedsiębiorstwa” – reklamował ją w Rybniku Donald Tusk. 
Efekt do kitu
Na fali wielkiej akcji propagandowej o sukcesie Platforma mogła się spodziewać wielkiej wygranej. Miał zadziałać „efekt Tuska”. Nie zadziałał. W odróżnieniu od sondaży (które, jak badanie TNS Polska dla Wiadomości, gdzie PO miała zyskać od czerwca 10 punktów procentowych i wyprzedzić o 6 punktów PiS, pokazywało sukces propagandy) wynik wyborczy był testem na to, czy wyborcy także zachłysnęli się (jak media) stanowiskiem dla lidera PO. Otóż okazało się, że nie – chodzą trzeźwo po ziemi i na PO nie głosują. 
To ważny sygnał, bo pokazuje, jak głęboka i trudna do zmiany jest w społeczeństwie niechęć do partii rządzącej. Być może poseł PO Marek Krząkała, popularny i znany w Rybniku, zyskałby więcej głosów, gdyby nie szyld partii, pod którym startował. PO...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: