Tam, gdzie umiera chrześcijaństwo

Państwa demokratyczne, zachodnie, muszą powstrzymać dżihadystów. W przeciwnym razie prędzej czy później zaczną oni atakować także Zachód. Przeciwko Rosji wprowadzono przynajmniej sankcje, natomiast w sprawie IS nie robi się nic. Ojciec Święty wyraźnie powiedział, że agresora trzeba powstrzymać – z arcybiskupem Jeanem Sleimanem z Iraku, metropolitą Bagdadu, rozmawia Artur Dmochowski

Ksiądz arcybiskup odpowiada za wspólnotę Kościoła, która jest obecnie poddana ciężkim prześladowaniom. A przecież los chrześcijan na Bliskim Wschodzie już wcześniej był trudny. Państwo Islamskie, które pojawiło się nagle na terytorium Iraku i Syrii, okazało się jednak największym zagrożeniem z dotychczas znanych, gdyż w barbarzyński sposób prześladuje wyznawców innych religii. Jaka była historia Kościoła w Iraku?
To jeden z najstarszych Kościołów na całym Bliskim Wschodzie, a tym samym na całym świecie. Trwa przecież nieprzerwanie od czasów apostołów. Przed inwazją koalicji pod przywództwem USA na Irak w 2003 r. mieszkało tam 1,5 mln chrześcijan, którzy stanowili 5 proc. z 27 mln Irakijczyków. Kościół przed tamtą wojną nie był szczególnie zagrożony. Dyktatura Husajna prześladowała przeciwników politycznych, nie miała natomiast charakteru religijnego i chrześcijanie cieszyli się w Iraku względną wolnością. Nie była to jednak oczywiście sytuacja do końca zdrowa, ze względu na opresyjny charakter reżimu. Dusza Kościoła, który nie mógł świadczyć o prawdzie, powoli umierała. Jednak to, co nastąpiło potem, okazało się o wiele gorsze.
Dlaczego?
Wszystko się zmieniło. Wprawdzie poszerzył się zakres wolności, jednak jednocześnie wskutek inwazji rozpadło się państwo. Nie miał kto zatem bronić prawa i wolności. Irak znalazł się w ślepym zaułku anarchii. Rozwijała się spirala gwałtu i przemocy. Ujawniły się wszystkie konflikty zamrożone przez dyktaturę Husajna: plemienne, terytorialne i religijne. Okazały się one jeszcze...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: