Cytryna i święta hipokryzja

Jestem eurorealistą, a więc do Unii Europejskiej nie podchodzę na kolanach. Śmieszą mnie euroentuzjaści zapatrzeni w Brukselę niczym w święty obrazek. Taki quasi-religijny stosunek do rzeczywistości w polityce  –  a zwłaszcza w polityce międzynarodowej –  to aberracja

Doprawdy, lepsze jest chłodne spojrzenie i ocena, co jest dobre dla mojego kraju, a co złe w tym, co nazywamy procesem integracji europejskiej (czy szerzej – globalizacji). Ale postawa „ideologiczna” wobec UE, a nie merytoryczna, jest w Polsce dość częsta, niestety. Zbyt częsta.
Prawdę mówiąc, inne państwa w Europie, zwłaszcza te, które „dużo mogą”, nie przejmują się specjalnie frazeologią
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: