Cytryna i święta hipokryzja

Dodano: 05/08/2014 - Nr 32 z 6 sierpnia 2014

Widziane z Brukseli

Jestem eurorealistą, a więc do Unii Europejskiej nie podchodzę na kolanach. Śmieszą mnie euroentuzjaści zapatrzeni w Brukselę niczym w święty obrazek. Taki quasi-religijny stosunek do rzeczywistości w polityce  –  a zwłaszcza w polityce międzynarodowej –  to aberracja Doprawdy, lepsze jest chłodne spojrzenie i ocena, co jest dobre dla mojego kraju, a co złe w tym, co nazywamy procesem integracji europejskiej (czy szerzej – globalizacji). Ale postawa „ideologiczna” wobec UE, a nie merytoryczna, jest w Polsce dość częsta, niestety. Zbyt częsta. Prawdę mówiąc, inne państwa w Europie, zwłaszcza te, które „dużo mogą”, nie przejmują się specjalnie frazeologią europejską, nawet jeśli same z niej korzystają i do niej się (taktycznie) odwołują. Traktują ją jako swoistą mowę trawę, takie euro-bla-bla-bla. Te kraje – największe lub (i) najbogatsze – robią po prostu swoje, ani na krztę nie wierząc w unijne slogany, brukselskie deklamacje, europejskie zaklęcia, w całą tę „
     
28%
pozostało do przeczytania: 72%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze