Żółte słoneczniki, szare różańce, leje po bombach

Ukraina \ Na froncie w okolicach Ługańska

Żołnierze nasiąkają upałem. Są brązowi, zakurzeni, wysuszeni. Wykrzywiają twarze i oblizują spieczone usta. No i wciąż mają ze sobą białe różańce. Szarzejące powoli w pyle. Bataliony ukraińskie praktycznie nie muszą martwić się o swoje tyły. Raz przejęty teren, gdy ofensywa idzie dalej, nie jest „okupowany”. Po co to piszę? To najwyraźniejszy dowód kłamstw o „wojnie domowej” czy o „prorosyjskiej ludności, gotowej do walki”. Tu nikt nie chce umierać za Putina Na wschodzie Ukrainy największe wrażenie robią słoneczniki. Pola tych kwiatów ciągną się w nieskończoność. Cały krajobraz staje się żółty. Jednak po pewnym czasie podróży wzdłuż nich wyłania się obraz wojny. Widać ciągnące się okopy. Resztki barykad, pamiętające jakąś starą bitwę (stara w obecnym konflikcie znaczy sprzed 3, 4 tygodni). Ostrzeżenia przed minami. Zniszczone domy i leje po bombach. Słowiańsk wyrasta z pól słoneczników Tymczasem Słowiańsk wyrasta z pól słoneczników i powoli wraca do życia. Codziennie
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze