Francja - Republika ma twarz odkrytą

Po debatach ostatnich miesięcy nie ma chyba we Francji nikogo, kto by nie wiedział, co to jest nikab i burka. W burce, popularnej w Afganistanie, zamiast otworu na oczy znajduje się siatka. Nie ma mowy o uchwyceniu powłóczystego spojrzenia właścicielki, bo burka okrywa i ukrywa wszystko. Burek i nikabów od poniedziałku 11 kwietnia we Francji nosić nie wolno. W wypadku burki zakaz jest nieco na wyrost, bo kobiety w takim stroju podobno nigdy jeszcze we Francji nie widziano. Co innego nikab – jak się ocenia, nosi go ok. 2000 kobiet. Wiele z nich, jak wynika z danych ministerstwa spraw wewnętrznych, wcale nie pochodzi z odległego świata islamu. To rdzenne Francuzki – konwertytki.

Nigdy w nikabie

„Pięć lat temu w Paryżu prawie nie widywało się kobiet w nikabach. Ale za pięć lat będzie u nas jak w Anglii, gdzie niektóre dzielnice imigrantów są pełne noszących je kobiet” – powiedziała BBC Sihem Habchi, 35-letnia Algierka z pochodzenia i działaczka na rzecz praw kobiet, która uczestniczyła w pracach nad przygotowaniem ustawy.

Nie jest to, choć powszechnie tak się ją nazywa, ustawa o burkach i nikabach. Po to zapewne, by nie budzić sprzeciwu społeczności islamskiej, sformułowano ją ogólnie, bez odniesienia do ubiorów muzułmańskich. Formalnie przepisy zakazują po prostu całkowitego zakrywania twarzy w miejscach publicznych, zarówno zamkniętych, jak i otwartych. Nie wolno więc pokazywać się z zakrytą twarzą w urzędach, szkołach, bankach, teatrach, ale także w parkach i na ulicach.

Nie wolno też mieć na twarzy kominiarki ani szalika szczelnie okrywającego twarz, jak to bywa podczas manifestacji, starć ulicznych czy bójek po meczach piłkarskich. Bo, jak wyjaśnia MSW, ustawa w równej mierze odnosi się do demonstrantów atakujących siły porządkowe i kibiców–chuliganów.

Ciekawe, że o ile noszenie nikabu jest tylko wykroczeniem zagrożonym niewysoką karą, zmuszanie kobiety do jego noszenia stanowi...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: