Juncker czy Schulz? Wybór należy do Merkel

Wśród polityków Unii Europejskiej już tydzień po wyborach do Parlamentu Europejskiego rozgorzał najsilniejszy w ostatnich latach spór polityczno-personalny. Kto ma być nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej? Mający poparcie największych frakcji w PE, lewicujący chadek z Luksemburga Jean-Claude Juncker czy skrajny socjalista Martin Schulz z niemieckiej SPD?

Kandydatura Junckera została wysunięta już w marcu przez Europejską Partię Ludową. Po kilkutygodniowych wahaniach i publicznie wyrażanych wątpliwościach została ona zaakceptowana przez kanclerz Angelę Merkel. Już po wyborach gotowość do poparcia Junckera wyraziła też niemiecka SPD i część innych europejskich partii socjalistycznych. Pojawił się jednak warunek – w zamian za poparcie Junckera socjaliści oczekują zagwarantowania Schulzowi jednego z innych najważniejszych stanowisk w Komisji Europejskiej.
Spór dotyczy także tego, do kogo ma należeć głos decydujący w sprawie ostatecznej nominacji kandydata na szefa Komisji. Czy będzie on należał nadal do Rady UE, czyli szefów rządów i państw, jak to było w ubiegłych dekadach, czy przede wszystkim do nowo wybranego PE.

Cameron hamulcowym
Premierom i prezydentom państw UE nie podoba się jednak presja europarlamentu, dążącego do ograniczenia ich wpływu na obsadę najwyższych stanowisk w Brukseli. Premier Wielkiej Brytanii David Cameron oświadczył np.: – Jako demokratycznie wybrani szefowie rządów, to my powinniśmy decydować o tym, kto ma przewodzić instytucjom UE, a nie debatować nad akceptacją innych trybów tych decyzji – nigdy wcześniej w UE nie uzgodnionych.
Premier rządu Szwecji Fredrik Reinfeldt w wypowiedzi dla „Financial Times” otwarcie zakwestionował legalność kandydatury Junckera. Uznał, że kandydat zwycięskiej w wyborach do PE partii (jak to postanowił stary Parlament UE) nie może z góry i automatycznie wykluczać innych kandydatów do stanowiska szefa KE. To pryncypialne stanowisko...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: