Słodko-gorzki romans Leszka Millera

Sojusz Lewicy Demokratycznej osiągnął trzeci wynik w wyborach do Parlamentu Europejskiego (9,44 proc. głosów) i praktycznie wyciął ze sceny politycznej głównego konkurenta, partię Janusza Palikota. Zarazem jednak Miller musi bronić się przed odpływem elektoratu do PO, co jest o tyle trudne, że obecnie jest dla tej partii najpoważniejszym kandydatem na przyszłego koalicjanta.

– SLD to obecnie partia idealnie średnia i idealnie średnio rysuje się także jej przyszłość – ocenia dr hab. Rafał Chwedoruk. I zaznacza, że do sukcesów SLD w eurowyborach można zaliczyć symboliczne zwycięstwo nad ugrupowaniem Janusza Palikota i definitywne zakończenie rywalizacji z Aleksandrem Kwaśniewskim, który nie będzie chciał ryzykować kolejnej próby powrotu. – Niewątpliwą wygraną Sojuszu jest także to, że okazało się, iż socjalna wizja lewicy jest jedyną, która ma rację bytu na polskiej scenie politycznej; nie ma miejsca na lewicę kulturową – stwierdza politolog.
Wymienia także jednym tchem porażki SLD. – Po pierwsze, nie uzyskali dwucyfrowego wyniku i zebrali mniej głosów niż w poprzednich wyborach do PE. Po drugie, Sojusz usiłował koordynować swoją kampanię z innymi przedstawicielami Europejskich Socjaldemokratów, co w kraju przyniosło fatalne efekty. Poza tym, postulat, by walczyć przede wszystkim o pracę dla młodych, był nietrafiony. Główny elektorat SLD to osoby starsze. Warto też zauważyć, że pod koniec kampanii PO Donald Tusk zaczął kłaniać się w lewo. Powstaje pytanie, czy Sojusz będzie umiał powstrzymać migrację wyborców do Platformy – dodaje.

Tusk kradnie Millerowi
Jak miażdżące jest zwycięstwo Millera nad Palikotem, pokazuje dotkliwa porażka Ryszarda Kalisza, lidera listy warszawskiej Twojego Ruchu. Lista uzyskała tylko 6,7 proc., podczas gdy sondaże przed wyborami samorządowymi dawały niegdyś samemu Kaliszowi jako kandydatowi na prezydenta nawet 30 proc. poparcia. – To pokazuje, że nawet w Warszawie lewica...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: