Wróg we własnych szeregach

Nie zrobi tego Ameryka ani NATO. Mogą tego dokonać tylko sami Ukraińcy. Ale nie z tymi służbami i armią, które odziedziczyli po Janukowyczu i 23 latach „oligarchicznej republiki”. Pierwsze tygodnie konfliktu z Rosją pokazały rządowi w Kijowie, że musi budować obronę niemal od podstaw. Stawiać na patriotów, a nie zdemoralizowaną i naszpikowaną rosyjskimi agentami starą kadrę w wojsku, MSW i SBU

Nie wojska wewnętrzne MSW, nie specnaz SBU, nie regularna armia, lecz Gwardia Narodowa maszeruje w pierwszej linii operacji antyterrorystycznej w Donbasie. Tylko tej formacji władze w Kijowie mogą dziś w pełni ufać. Gwardia Narodowa – budowana od podstaw z ochotników patriotów – to jeden z symboli porewolucyjnych zmian na Ukrainie. Pokazuje, że tym razem nad Dnieprem zmienia się nie tylko władza, ale i państwo.

Rozbrajanie Ukrainy
Politykę bezpieczeństwa i obronności w rządzie ukraińskim koordynuje wicepremier Witalij Jarema. Kiedy polityk Swobody objął stanowisko, zastał w armii zatrważającą sytuację. Dla przykładu: w bazie wojskowej na Krymie z 25 stacjonujących tam myśliwców tylko cztery były zdolne do służby. „Przez ostatnie 23 lata tak naprawdę się nie przezbroiliśmy. Nie mamy żadnego nowoczesnego sprzętu, używanego przez inne kraje” – mówił Jarema w parlamencie.
Polityka obronna i stan sił zbrojnych najlepiej ilustrują główną zasadę, jaką kierowała się do niedawna większość elit na Ukrainie: „Państwo istnieje po to, żebyśmy mogli zarobić”. Skoro państwo służyło oligarchom i związanym z nimi politykom, a nie ogółowi obywateli, to środki finansowe szły przede wszystkim na cele ważne z punktu widzenia tych pierwszych. Jeśli chodzi o sektor bezpieczeństwa i obrony, ważniejsze było finansowanie, modernizowanie oraz rozbudowa służb bezpieczeństwa i wojsk wewnętrznych MSW, a nie reforma regularnej armii. Szczególnie widać to było za czasów Janukowycza, który – to jeden z przykładów takiej polityki – zniósł...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: