Początek większej awantury

Od kilku lat należę do wąskiej grupy publicystów, którzy uważają, że Rosja znajduje się u swojego schyłku. Dzisiaj producenci i eksporterzy źródeł energii ciągle mogą mieć znaczne dochody z ropy i gazu, jednak skończył się czas, kiedy to one decydowały o bogactwie kraju.

Ten czas tak naprawdę skończył się już dosyć dawno, a wysokie zarobki na węglowodorach podtrzymywano sztucznie, blokując rozwój wolnego rynku energii. USA musiały liczyć się z Rosją nie dlatego, że to kraj silny i bogaty, ale dlatego, że Moskwa mogła zdestabilizować światową gospodarkę dzięki polityce energetycznej. Jednocześnie była przeciwwagą dla krajów islamskich, mających wielkie złoża ropy i gazu, a często równie niechętnych USA. Amerykańska gospodarka potrzebowała stabilnych dostaw i w czasie konfliktów w Zatoce Perskiej Rosja wydawała się takim stabilizatorem.
Dzisiaj rosyjska ropa i gaz to bardziej problem i konkurencja dla USA niż jakakolwiek korzyść. Amerykanie, wbrew pozorom, nie dokonali ekspansji energetycznej na Europę. Wykorzystywali nowe sposoby pozyskiwania węglowodorów dla poprawy swojej gospodarki. Jednak i to wystarczyło, by Rosja zobaczyła widmo bankructwa. Światowe ceny zaczęły spadać. Bez dochodów z ropy i gazu to państwo niemal nie istnieje, jego potencjał ekonomiczny byłby mniejszy niż Polski. Jak w takiej sytuacji Moskwa miałaby prowadzić politykę imperialną? Za co? Jak obronić się przed dominacją Chin albo aspiracjami narodów Kaukazu i południa byłego ZSRS?
Jedynym sposobem zachowania imperium jest terror i podbój. Państwa zachodnie mogłyby się temu przeciwstawić, ale sądzą, że Rosja ugrzęźnie w byłych republikach ZSRS. Unikają w ten sposób zaangażowania w konflikt. Problem w tym, czy to rzeczywiście zagwarantuje pokój. I jakim kosztem. Putin nie ma już odwrotu. Do tej wojny przygotowywał się od kilku lat. Pokój oznacza jego koniec. Póki rządzi, będzie podpalał świat. Ameryka wcześniej czy później rozpocznie wojnę ekonomiczną z...
[pozostało do przeczytania 9% tekstu]
Dostęp do artykułów: