Kijów musi się otrząsnąć

Brak konkretnego, trafiającego do ludzi planu reform i stopniowa utrata kontroli nad aktywami energetycznymi na rzecz Rosji to główne zarzuty, jakie można postawić nowej ekipie rządzącej na Ukrainie. Kijów musi się otrząsnąć i zacząć działać

Ukraińskie władze stawiają na integrację europejską, reformy gospodarcze i społeczne. To, co dziś zapowiada premier Arsenij Jaceniuk, wcześniej wychodziło od opozycjonistów na Majdanie. Zmiany są konieczne, ale ważne jest też to, jak się o nich informuje. A na razie jedyny przekaz, jaki trafił do zwykłych Ukraińców, to ten o podwyżce cen gazu dla gospodarstw domowych, zwiększeniu podatków dla wielkiego biznesu i nowej konstytucji, która wejdzie w życie z końcem br. roku. I na tym koniec konkretów. Zamiast precyzyjnie skonstruowanego planu reform i demontażu systemu Janukowycza, nowy rząd wchodzi w podobny schemat, kontynuując tradycje nepotyczne i korupcjogenne. Jedną z osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy jest Julia Tymoszenko. To ona ma bowiem wpływ na wiele kluczowych decyzji podejmowanych dziś na Ukrainie.

Błędny krąg zależności
Według nieoficjalnego porozumienia rząd na Ukrainie sformowano z przedstawicieli ugrupowania Julii Tymoszenko, partii Swoboda Oleha Tiahnyboka oraz reprezentantów Majdanu. I tak w rządowej koalicji miejsca przypadły nie członkom Batkiwszczyny, lecz ludziom Tymoszenko. Fakt ten wywołał nie lada skandal, nie tylko w samej partii, ale doprowadził też do tarć między Tymoszenko a Kliczką, potem zaś między Kliczką a p.o. prezydenta Ukrainy Turczynowem. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że zaraz po sformowaniu rządu przedstawiciele Swobody zrobili tournée po kraju i zaczęli wymuszać na  grubych rybach podlegających teraz przydzielonym im resortom rezygnacje z zajmowanych stanowisk. Niektórzy urzędnicy i dyrektorzy, którzy za Janukowycza czuli się jak ryba w wodzie, teraz ocalili stołki, opłacając się szantażystom. I tak większość tych, którzy...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: