Muzealne warsawgate

11 milionów złotych – tyle stołeczni urzędnicy lekką ręką wydali na budowę Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Szwajcarska firma, która miała je budować, zbankrutowała. Muzeum nie powstało, a miasto pieniędzy nie odzyska. Podobnie jak wpływów z podatków, które do stołecznej kasy wpłacały Kupieckie Domy Towarowe, które zlikwidowane zostały właśnie dlatego, że w ich miejscu powstać miało muzeum

Te sceny przeszły do historii stolicy i stały się symbolem rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz. W 2009 r. z placu Defilad brutalnie usunięto kupców z Kupieckich Domów Towarowych. Ochroniarze z wynajętej firmy Zubrzycki użyli gazów łzawiących, część broniących swojego dobytku i miejsca zarobku kupców została pobita. Prezydent Warszawy brylowała w mediach. Tłumaczyła, że decyzja o wyrzuceniu handlujących była koniecznością, bo w miejscu, gdzie stały kupieckie hale, powstanie Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Media, zarówno prorządowe, jak i część tzw. prawicowych, piały z zachwytu. Na miejscu „obskurnych hal” powstać miała „wreszcie wizytówka stolicy”. Minęły lata. Plac Defilad jest brzydki, jak był. Prężnie działająca polska firma handlowa przestała w praktyce istnieć. Miasto straciło pieniądze z płaconych przez KDT podatków. Muzeum nie powstało do dziś. W dodatku okazało się, że firma szwajcarskiego architekta, który miał muzeum budować, przestała istnieć. Zainwestowanych przez miasto milionów najpewniej nie uda się odzyskać.

Szwajcar buduje, miasto traci miliony
Jednak pięć lat temu w mediach panowała euforia. Tym większa, że w Warszawie pojawił się autentyczny Szwajcar. „Muzeum Sztuki Nowoczesnej zbuduje szwajcarski architekt” – zachwycali się dziennikarze. Sam zainteresowany, Christian Kerez, roztaczał wspaniałe i fantastyczne wizje obiektu, który „zmieni obraz stolicy”. Miasto podpisało z firmą Kereza umowę, zapłaciło jej 11 mln zł. Jak się okazuje, najprawdopodobniej ich nie odzyska, bo zarejestrowana przez Szwajcara spółka...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: