Prorosyjskie sympatie anioła śmierci

Dziennikarz Cezary Gmyz napisał na Twitterze, że „Służba Kontrwywiadu Wojskowego ostrzegła już jednego z ministrów o podejrzanych kontaktach współpracującego z resortem znanego blogera”. Internauci natychmiast domyślili się, że chodzi o Azraela Kubackiego. Nie było to trudne – wpisy tego blogera są ewidentnie prorosyjskie

Gmyz napisał: „Wielki sukces SKW. Odkryli, że pewien bloger, popularny na Twitterze, który ostatnio basuje Putinowi, bierze kasę z ruskiej ambasady”. Dziennikarz podkreślił, że tę wiadomość potwierdził w dwóch niezależnych źródłach i dodał, że całą sprawę zapoczątkowało ostrzeżenie Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Chociaż dziennikarz nie podał pseudonimu blogera, w sieci szybko rozeszła się informacja, że chodzi o Azraela Kubackiego.
Sam Kubacki natychmiast zaprzeczył. – To bzdura. Nigdy nie miałem nic wspólnego ani z rosyjskojęzycznymi mediami, ani z instytucjami, czy to o charakterze radzieckim, czy rosyjskim – powiedział „Gazecie Wyborczej. – Pan Cezary Gmyz w ogóle w tej sprawie nie ma żadnych dowodów – dodał. Zaś w mediach i na blogach związanych z prorządowymi gazetami podniosła się histeria, że Gmyz tropi agentów.

Azrael – produkt podwójnej moralności elit
Paweł Rybicki, czyli bloger Rybitzky z Salonu24, na którym niegdyś pisał także Azrael, uważa, że ten prorosyjski bloger jest doskonałym przykładem podwójnej moralności elit. – Elity polityczne uczyniły z niego symbol blogosfery, ponieważ pisał to, co dla tych elit wygodne. Z drugiej strony zaś pomija się milczeniem jego chamskie wpisy na Twitterze czy kontrowersyjne wystąpienia publiczne – mówi „Gazecie Polskiej”. I podkreśla, że obecne wpisy Azraela na temat sytuacji na Ukrainie wcale go nie dziwią. – To ktoś, kto od zawsze prezentował poglądy prorosyjskie, typowy przedstawiciel postkomunistycznego „betonu”. Problemem jest fakt, że ktoś o tak skrajnych poglądach, bo w obecnej sytuacji politycznej są to poglądy...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: