Alchemia słowa

Dodano: 20/03/2014 - Nr 12 z 19 marca 2014

Marcin Wolski \ Poleca

Rymkiewicz po mistrzowsku odtwarza klimat, barwę i napięcia tamtych czasów, emigracyjne „potępieńcze swary”, spory rywalizujących wieszczów, bezdroża mistycyzmu Kiedy czytam Jarosława Marka Rymkiewicza, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że obcuję z magią. Nie wiem, jak On to robi. Jak sprawia, że powtarzające się zdania i zwroty, w których jest coś z refrenów pieśni i natarczywych myśli, które za nic nie chcą ulecieć spod czaszki, zamiast solenną nudą, okazują się wciągającą pułapką, niepozwalającą oderwać się od lektury? Przeczytałem książkę „Juliusz Słowacki pyta o godzinę” ponownie po 30 latach i nie wiem, co się bardziej zmieniło, ja sam czy kontekst świata, sprawiając, że dzieło, zamiast wyblaknąć, nabrało dodatkowej mocy, ujawniając rzeczy i smaki, których wcześniej nie dostrzegałem. Opowieść Rymkiewicza koncentruje się na czterech datach z życia poety. 15 czerwca 1841 r., kiedy nie dochodzi do pojedynku Juliusza Słowackiego ze Stanisławem Ropelewskim. 12 lipca
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze