W kleszczach Gazpromu

Putinowska agresja na Ukrainę doczekała się już tysięcy omówień prasowych i eksperckich analiz. To oczywiste, że porażka Putina na Majdanie wołała o jakąś rekompensatę. Pytanie, czy rewanż jest jedynym celem Kremla. Przyjrzyjmy się kwestii energetycznej i temu, jak Gazprom odcina kupony od aktualnej sytuacji na Ukrainie

Na Kremlu już dawno zaplanowano, że Ukraina ma zostać wyeliminowana jako państwo tranzytowe, przez które rosyjski gaz wędruje na zachód Europy.  A jeżeli ten plan się ziści, ucierpi na tym nie tylko Kijów, ale i Warszawa. Obecnie przez Ukrainę przechodzi ponad 50 proc. dostaw rosyjskiego gazu.  Spora część z tej puli trafia via Polska do Niemiec. Rosja najwyraźniej chce ten stan rzeczy zmienić. Patrząc na tempo podejmowanych działań, nastąpi to szybciej, niż się spodziewamy.

Krym i South Stream
W pierwszych dniach okupacji Krymu blogerzy ukraińscy emocjonowali się wypowiedzią Wiktora Suworowa, który miał stwierdzić: „Putin zneutralizował Janukowycza dla Tymoszenko, w zamian za aktywa energetyczne i Krym”. Do końca nie wiadomo, czy słowa te faktycznie pochodzą od Suworowa, ale brak pewności w tej sprawie nie powstrzymał dziennikarzy i internautów przed szerokim komentowaniem tej wypowiedzi. Analitycy ukraińskiego think tanku „Centre for Global Studies Strategy XXI” utrzymują, że właściwym powodem zajęcia Krymu są gotowe już plany zmiany biegu gazociągu South Stream. Ponoć poprowadzenie rury przez Krym pozwoliłoby zaoszczędzić Gazpromowi ok. 20 mld dol. Rzecz w tym, że zmiana sytuacji na Ukrainie stwarza ogromne ryzyko dla dalszego, bezkolizyjnego przesyłu rosyjskiego gazu do UE. Moskiewscy lobbyści w Brukseli już przekonują tamtejszych wysokich urzędników o konieczności jak najszybszej realizacji projektu. Ma on ruszyć jeszcze w tym roku. Agencja Moody’s oczekuje, że Gazprom zacznie szybko inwestować w South Stream. Według jej analityków, rosyjska strona może nawet zrezygnować z projektu...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: