Spółki z „regionalnym” rodowodem

Sytuacja na Ukrainie, prócz oczywistej warstwy politycznej, ma też tę gospodarczą. Przy czym nie chodzi już nawet o Gazprom czy szemrane interesy oligarchów, ale o bunt społeczny, który obok protestów przejawia się ostatnio wojną wypowiedzianą przez zwykłych Ukraińców biznesowej elicie z Partii Regionów

Grupa ludzi protestuje pod siedzibą spółki, inna pod sklepem, jeszcze inna godzinami wystaje pod budynkiem znanej firmy. Scenariusz ten sam: Ukraińcy rozwijają transparenty, zachęcają innych do bojkotu towarów i usług oferowanych przez okupowane przez nich zakłady. „Macie krew na rękach” – czytam napis na plakacie, który przytaszczyli pod jeden ze sklepów. Budynki, pod którymi się gromadzą, zostały wybrane nieprzypadkowo. Wszystkie należą do posłów zasiadających w parlamencie z ramienia rządzącej Partii Regionów lub innych osób związanych z władzą. Na Ukrainie hitem jest taki oto dowcip: Janukowycz podróżuje po kraju z wizytą gospodarską, po drodze mija różne przedsiębiorstwa. Za każdym razem, kiedy zada pytanie: „A któż jest właścicielem tego zakładu?”, pada odpowiedź: „Pański syn, panie prezydencie”. Za którymś razem rozdrażniony stwierdza: „Wygląda więc na to, że w tym kraju tylko mój syn pracuje”. Z kawału można się pośmiać, ale nie wolno zapominać, że to śmiech zaprawiony goryczą. W ciągu ostatnich kilku lat najlepiej prosperujące firmy na Ukrainie znalazły się bowiem w rękach baronów z Partii Regionów i ich zaufanych ludzi. Część tego złotego biznesu można zlokalizować również w Polsce. Od 4 maja 2011 r. Giełda Papierów Wartościowych rozpoczęła obliczanie i publikowanie indeksu narodowego WIG-Ukraine. Był to pierwszy i jedyny indeks poza Ukrainą, a w jego portfelu  wyłącznie spółki z tego kraju. Aktualnie na polskiej giełdzie notowanych jest 11 ukraińskich spółek. Ile z nich należy do syna prezydenta  – nie wiadomo, bez trudu można jednak ustalić, które z nich są powiązane z Partią Regionów.

Polska giełda,...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: