Dlaczego prowokatorzy z Ukrainy plują Polakom w twarz?

W ubiegły czwartek w „Rzeczpospolitej” ukazał się wywiad Jędrzeja Bieleckiego z Andrijem Tarasenką, rzecznikiem paramilitarnej organizacji Prawy Sektor. Nie chcę analizować tego wywiadu ani roztrząsać postawionych w nim akcentów. Nie rozumiem tylko jednej kwestii: dlaczego radykał z Ukrainy jest przedstawiany jako lider banderowców?

Moim zdaniem, organizacja, którą reprezentuje Tarasenko, ma z banderowcami niemal tyle wspólnego co z NKWD czy później KGB. Dla jednych i drugich Bandera był i wciąż jest tylko pretekstem. I tak jak wcześniej posługiwanie się Banderą miało usprawiedliwiać stosowanie represji, tak dziś jest sposobem na skłócenie Polaków i Ukraińców, czemu służy przedstawianie tych ostatnich jako jednego wielkiego zbiorowiska banderowców. Tymczasem dla wielu członków Prawego Sektora Bandera jest po prostu instrumentem, za którym stoją, owszem, grube pieniądze, ale z całą pewnością nie ideologia. A nawet jeżeli, to nie ma ona nic wspólnego z nacjonalizmem.

Geneza chłopców z Sektora
Prawy Sektor jest radykalną organizacją deklarującą poglądy prawicowe, niestety nigdzie nie można znaleźć jej programu. W skład tego ugrupowania wchodzą różnorakie organizacje – jedne zupełnie nieznane, inne rozpoznawalne, m.in. Tryzub im. Stepana Bandery, UNA–UNSO (Ukraińskie Zgromadzenie Narodowe Ukraińska Samoobrona Narodowa) i Ultrasi. Jak można się dowiedzieć z prasy – Prawy Sektor powstał kilka lat temu, do niedawna nie miał nawet liderów. Od kilku dni wymienia się jednak nazwisko jego przywódcy, którym jest Dmytro Jarosz, działacz polityczny stojący do tej pory na czele Tryzuba.
Z listy „radykalnej koalicji” od razu można skreślić Ultrasów, ponieważ zdecydowanie bardziej wpisują się oni w środowisko anarchistyczne. Ultrasi dołączyli do protestów i zamieszek na ul. Hruszewskiego w Kijowie po tym, jak parlament przyjął tzw. ustawy dyktatorskie, na mocy których mogliby oni zostać uznani za terrorystów....
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: