Koniec imperialnej Rosji

Bez względu na to, czy Kreml wymusi stłumienie siłą ukraińskiego powstania, czy też ustąpi pod naciskiem zbuntowanego społeczeństwa, Rosja wchodzi w okres schyłku swojej mocarstwowości. Najbliższe lata strawi na próbie utrzymania w swojej strefie wpływów krajów byłego ZSRS

Według Georga Friedmana, założyciela ośrodka analitycznego Stratfor, połowa obecnej dekady to okres schyłku imperialnej Rosji. Miało go poprzedzić agresywne parcie Moskwy na Zachód. Swoje przewidywania Friedman opublikował pięć lat temu i trzeba mu przyznać, że w tej sprawie na razie się nie pomylił. Od ataku na Gruzję w 2008 r. widocznie rośnie zaangażowanie Moskwy w Europie. Rosja zraża do siebie państwa, które jeszcze niedawno szukały z nią porozumienia. Prorosyjskie Niemcy czy współpracujące z Rosją USA zaczynają traktować Kreml jako poważnego rywala. Nie do końca zdają sobie jeszcze sprawę, że dla Moskwy już są po prostu wrogami. Według Friedmana Rosja zagrożona osaczeniem jej części europejskiej przez sojuszników USA stara się tworzyć kolejne strefy buforowe odsuwające NATO na bezpieczną odległość. Problem tkwi nie tyko w ocenie map sztabowych, lecz także kurczącego się potencjału ekonomicznego. Rosja, jako reprezentant państw zrzeszających 300 mln ludzi, może przynajmniej udawać mocarstwo porównywalne z USA. Po utracie Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, a być może i Białorusi i przy fatalnym przyroście naturalnym będzie państwem zamieszkanym przez 120‒140 mln ludzi. Główne bogactwo Rosji, czyli gaz i ropa, przestają być dojną krową. Nie jest pewne, czy Rosja już nie dopłaca do eksportu gazu. Ceny ropy od roku zatrzymały się i raczej należy przewidywać powolny ich spadek. To wszystko dzięki amerykańskiej rewolucji łupkowej.

Rozpad imperium, a potem destabilizacja Rosji
Do niedawna spekulowanie na temat stabilności Rosji było sferą życzeń jej przeciwników. Problem w tym, że za kilka lat Kreml będzie musiał bronić już nie swoich stref...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: