Geopolityka ukraińskiej rewolucji

W wyniku przejęcia przez opozycję siedzib organów władzy na połowie terytorium Ukrainy i dymisji rządu konflikt polityczny w tym kraju przekształca się w rewolucję. Szybkie narastanie spirali przemocy może doprowadzić do wybuchu wojny domowej u granic Polski, UE i NATO. Szansą na utrzymanie pokoju i dobrobytu w Europie jest proponowany przez Amerykanów powrót do polityki rozszerzania wspólnoty euroatlantyckiej na Wschód.

Lech Kaczyński podczas rosyjskiej inwazji na Gruzję w 2008 r. mówił na wiecu w Tbilisi: „My wiemy, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i mój kraj. Potrafimy się temu przeciwstawić, jeśli Europa będzie reprezentować wspólne wartości. Powinno tu być 27 państw”. Niestety, od tamtej pory zamiast solidarności obserwowaliśmy próby dogadywania się z Moskwą kosztem krajów najbardziej zagrożonych przez rosyjski imperializm. Mimo wcześniejszego bankructwa amerykańskich, europejskich i polskich prób resetu relacji z Rosją dopiero bunt Ukraińców uzmysłowił Zachodowi, jak niebezpieczna staje się rosyjska ekspansja. Tak naprawdę jednak geopolityczne znaczenie wydarzeń na Ukrainie dostrzeżono dopiero wówczas, gdy wkroczyły w fazę rewolucyjną.

Sytuacja rewolucyjna
Kiedy na początku stycznia Ukraina otrzymała pierwszą transzę pomocy finansowej z Rosji, ukraińska opozycja podejrzewała, że ceną, jaką wyznaczyła Moskwa za pomoc, było stłumienie Majdanu przy użyciu przemocy. Ten siłowy scenariusz Kremla miał ostatecznie skompromitować ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza w kraju i na Zachodzie, a w konsekwencji uzależnić go całkowicie od Rosji Władimira Putina. Jako wynik nacisków Moskwy uznano uchwalenie przez ukraiński parlament 16 stycznia tzw. ustaw dyktatorskich wzorowanych na ustawodawstwie rosyjskim. Wydawało się, że będzie to rodzaj stanu wojennego, tak jak ten wprowadzony w 1981 r. na życzenie Kremla w Polsce przez juntę Jaruzelskiego. Ukraińcy okazali...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: