Nie-pokorni sąsiedzi kąsają Putina

Marzenie Władimira Putina o energetycznym supermocarstwie pęka jak bańka mydlana. Gazprom, który rozdawał kiedyś karty w Europie, jest teraz naciskany przez sąsiadów i musi godzić się na obniżki cen gazu ziemnego. Rozpad strategii, która miała pozwolić na odbudowę imperium, ośmielił Ukrainę do walki o energetyczną niezależność. Moskwie sprzeciwia się dziś nawet Białoruś.
 
Kilka dni po tym, jak rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu ogłosił w obecności prezydenta Aleksandra Łukaszenki stworzenie rosyjskiej bazy lotniczej na Białorusi, ten nagle stwierdził, że nie chodziło wcale o bazę, ale o „dostawy samolotów dla naszych sił zbrojnych”.

Rosjanie sugerują, że Łukaszenka planuje wyjść z politycznej izolacji, a litewską prezydencję w UE (Litwa przejmuje w lipcu przewodnictwo w Radzie UE od Irlandii) wykorzysta do wznowienia dialogu z Europą. O próbie powrotu do polityki lawirowania pomiędzy Zachodem i Rosją mogą świadczyć zapewnienia Łukaszenki, że nie pozwoli na „bandyckie przejęcia” białoruskich przedsiębiorstw przez Rosję. Ale spięcia nie kończą się na Mińsku, również Kijów pokazał ostatnio Moskwie rogi. Ukraińskie władze zablokowały dostawy wody i prądu dla rosyjskiej floty w Sewastopolu. Blokadę zarządzono po tym, jak Moskwa postanowiła, że zmodernizuje Flotę Czarnomorską, ale bez zgody i poza kontrolą Kijowa.

Ukraińska wolta

Decydująca dla energetycznej niepodległości Kijowa może się okazać decyzja sprzed dwóch tygodni o odwróceniu kierunku przepływu surowca w ukraińskich gazociągach. Zamiast przepłacać za rosyjski gaz, Ukraina zaczęła importować go z Niemiec za niższą cenę. Dotychczas płaciła ok. 430 dolarów za 1000 m3 surowca. Dzięki kontraktowi z niemieckim koncernem RWE Kijów będzie teraz płacił za gaz przesyłany przez Węgry 380–390 dolarów. Od listopada ub.r., dzięki zakupom gazu od RWE przesyłanego przez Polskę, Ukraina zmniejszyła import gazu z Rosji o ponad 20 proc. W marcu br. import...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: