Putin już przegrał igrzyska

Igrzyska olimpijskie w Soczi przejdą do historii jako najdroższe i najbardziej zmilitaryzowane. Ale czy bezpieczne? Wbrew oficjalnemu optymizmowi władz i reżimowych mediów, fala przemocy na południu Rosji stawia pod znakiem zapytania bezpieczeństwo imprezy. Soczi miało zademonstrować mocarstwowość Rosji, a już teraz obnaża wszystkie słabości putinowskiego państwa

Podwójny atak w Wołgogradzie, tajemnicze mordy w Kraju Stawropolskim i codzienne akty przemocy w Dagestanie wskazują na poważne luki w zabezpieczeniu antyterrorystycznym południa Rosji. Nie wystarczy naszpikować wojskiem, policją i agenturą samego rejonu Soczi. Zwłaszcza że im więcej skoncentrowanych sił znajdzie się w Soczi i Moskwie, tym mniej będzie ich w innych regionach kraju.

Twierdza Soczi
W mieście i jego rejonie ustanowiono „strefę bezpieczeństwa”. To ciągnący się wzdłuż czarnomorskiego brzegu pas o długości 100 km i szerokości 40 km. Wewnątrz strefy wprowadzono specjalne środki bezpieczeństwa, m.in. zakazano demonstracji, ograniczony ma być prywatny ruch drogowy, pełno będzie posterunków i bramek. Za zabezpieczenie igrzysk odpowiada I zastępca ministra spraw wewnętrznych gen. Aleksandr Gorowoj. Od strony służb specjalnych działania koordynuje gen. Jewgienij Potanow, wiceszef Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego. Działaniami stricte operacyjnymi ma kierować płk Oleg Syromołotow, szef Zarządu Kontrwywiadu FSB. Wiadomo, że Rosjanie będą używać w rejonie Soczi poszerzonej wersji programu inwigilacji elektronicznej SORM. W czasie rzeczywistym FSB będzie mogła monitorować ruch w internecie i podsłuchiwać wszystkie rozmowy telefoniczne. Po raz pierwszy w historii wszyscy widzowie igrzysk będą zarejestrowani z imienia i nazwiska. Ale czy FSB jest w stanie sprawdzić choćby 70 tys. ludzi obsługujących imprezę, w tym 25 tys. wolontariuszy z całej Rosji? Nie mówiąc już o spodziewanych 3,85 mln gości. W rejon igrzysk ściągnięto 25 tys....
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: