Marcin Wolski

Miałem ostatnio okazję uczestniczyć w posiedzeniu jury nagród Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i postanowiłem się podzielić nie tyle nazwiskami i personaliami laureatów, bo przyjdzie na to czas w stosownym momencie, ile wrażeniami. Oto na tle ogólnej nędzy, jaką prezentuje dzień powszedni mediów, pełnych kłamstw banałów i pospolitej nudy, zostaliśmy zaszokowani bogactwem, różnorodnością, a często i odwagą. Nie dotyczyło to wyłącznie mediów niezależnych, z bliskiej memu sercu strefy wolnego słowa.

Słuchałem znakomitych reportaży radiowych z takich ośrodków jak Lublin, Białystok czy Opole, oglądałem świetne, często z rozmachem kręcone filmy telewizyjne (z publicznej i z TVN-u), obnażające wiele patologii obecnych wokół nas, i czytałem doskonałe artykuły, dowodzące, że i w „Tygodniku Powszechnym”, i w „Gazecie Wyborczej” (zwłaszcza w „Dużym Formacie”),  i w „Przeglądzie”, i w „Polityce” przetrwali dziennikarze, którzy zachowali nie tylko umiejętność pisania, ale i zdolność samodzielnego myślenia.
Materiały były różne, ale z większości wyzierało bezprawie, obecne w naszej – i nie tylko naszej – rzeczywistości, ludzka bezradność wobec zła i systemu, który owo zło umożliwia. Arogancja, samowola władzy, korupcja, znieczulica, tolerancja dla afer, efekty realizacji „cudownych” recept, wyzysk nowych członków Unii przez starych, trudne problemy nieprzezwyciężonej dotąd przeszłości, kwestia prześladowania chrześcijan w świecie, prawdziwe oblicze lewackiego terroryzmu...
W trakcie tych kilkudziesięciu pracowicie spędzonych godzin myślałem o jednym. Dlaczego, jeśli z twórczością dziennikarską jest tak dobrze, to opinia na jej temat jest tak zła? Dlaczego powstające dzieła prezentowane są ukradkiem, bez odpowiedniego nagłośnienia, w porach, kiedy elektorat w swojej masie śpi?
Oczywiście odpowiedź zna każde dziecko. Wszystkiego zablokować nie można, więc coś czasem puścić trzeba, ale komuś zależy, żeby propozycje choć trochę...
[pozostało do przeczytania 12% tekstu]
Dostęp do artykułów: