Ludzie pobici. Winnych brak

Władze w Kijowie dostały od Moskwy jasny sygnał: pomoc finansowa w zamian za wprowadzenie dyktatury na wzór białoruski. Rozpędzenie Majdanu, aresztowania opozycjonistów, zerwanie kontaktów z UE – to prawdopodobnie cena za „bratnią pomoc”. Na Kremlu jednak Janukowyczowi nie do końca się ufa. Ale od czego jest rosyjska piąta kolumna na Ukrainie?

Po tym, jak 30 listopada na Majdanie doszło do pobicia studentów, liderzy ukraińskiej opozycji obwinili za pacyfikację Andrija Klujewa i Wiktora Medwedczuka. Ich zdaniem, zastraszając społeczeństwo demonstracją siły, obaj politycy realizują rosyjski scenariusz wciągnięcia Ukrainy do Unii Celnej. Kilka dni po zdławieniu protestów na Majdanie stało już ponad milion demonstrantów. Zbudowano barykady, postawiono namioty. Jeżeli komuś się wydawało, że kilkoma ruchami może zgasić ducha walki protestujących Ukraińców, to był w błędzie. Czy jednym z pociągających za sznurki brutalnej interwencji był sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Andrij Klujew? Zwolennicy tej tezy wskazują, że w pierwszych dniach protestu, gdy Janukowycz bezczynnie przyglądał się rozwojowi wypadków, a jedyną aktywnością, jaką przejawiał, było wywożenie za granicę członków swojej rodziny, to właśnie Klujew miał się zająć opanowaniem sytuacji.

Intelektualista z Doniecka
Andrij Klujew zdecydowanie wybija się na tle innych osób z otoczenia Wiktora Janukowycza. Mówi się o nim „intelektualista”. Nie bez powodu. Klujew w 1989 r. obronił pracę doktorską, jest autorem wielu opracowań naukowych i patentów z zakresu górnictwa. Gra na fortepianie, z kolegami ministrami, opisywanymi w prasie w kontekście aferalnym, nie ma wiele wspólnego. Klujew od lat jest członkiem ukraińskiego parlamentu, zawsze stawał u boku Janukowycza, uznano go więc za jego sojusznika. Od 2004 r. polityk ten stoi na czele sztabu wyborczego Partii Regionów. Opozycja wiele razy zarzucała mu udział w fałszowaniu wyborów, przyzwolenie na...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: