Lekkie obyczaje polityczne

Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zaprzeczył, jakoby jego resort był przeżarty korupcją. Jego zdaniem, media przeinaczyły jego oświadczenie, bo ono brzmieć powinno, że jego resort jest dotknięty przez korupcję.

I zareagował w sejmie na oczach całej Polski, jak należy: „Komórka nowotworowa usunięta, mój skalpel jest ostry”. A tą komórką nowotworową była pewna urzędniczka, zbliżona do funkcjonariusza BOR, z którym kręciła korupcyjne lody. A co z resztą komórek rakowych gnębiących polską politykę zagraniczną? Z nominacjami na ambasadorów i szefów innych placówek? Rak toczy MSZ i wszystkie pozostałe resorty w naszym nierządzie. Wciąż nie mamy wyjaśnienia, co robi w Kancelarii Premiera Tuska pewna panienka lekkich obyczajów. A może lekkie obyczaje są trendy w polityce, wzorem rozpowszechniających się i wspieranych przez europejskie lewactwo lekkich obyczajów w kulturze, sztuce i rozrywce?

Lekkość, z jaką władza trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej podchodzi do coraz gorszej kondycji kraju, do kryzysu w gospodarce, służbie zdrowia i na rynku pracy budzi obawę, że pogarda dla obywateli osiągnęła swoje apogeum i że gorzej już być nie może. Ci Polacy, którzy jeszcze wierzą, że lekkość polityki rządu Tuska jest najlepszą metodą na ciężką sytuację kraju, są albo naiwni, albo głupi. Albo po prostu zagubili się w informacyjnym chaosie słusznych mediów, które traktują swoją misję jak zadanie lekkie, łatwe i przyjemne, służące poprawie nastrojów władzy, której wiernie służą.

A świat zewnętrzny obserwuje rozwój wypadków w Polsce. Ten poprawny politycznie będzie przez jakiś czas udawał, że dzieje się u nas dobrze i mamy perspektywę wzrostu gospodarczego. Ale do czasu. Nawet najprzychylniejsze elity zagraniczne będą musiały skonstatować, że dały się nabrać i że inwestują w wielce podejrzany lokal, czyli ansztalt.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: