Hitler, Nergal, winda i stara szafa

Maciej Parowski \ Film

W „AmbaSSadzie” porusza się Machulski znanymi tropami. Oto niczym w „Vabankach” sięga do międzywojnia. Podobnie jak w „Ile waży koń trojański” bawi się podróżami w czasie. Ujawnia też oczytanie (albo współmyślenie) w książkach pokolenia. „Seksmisja” zadłużała się w „Neomatriarchacie”  Wolskiego, „Ambassada”  wkracza w krąg alternatywnych historii, pisanych przez naszych fantastów do serii „Zwrotnice Czasu”  Narodowego Centrum Kultury. Chodzi m.in. o książki Wolskiego, moją, gdzie idziemy z Hitlerem. Hitler przegrywa, ginie lub wegetuje zesłany na Świętą Helenę. Albo, jak u Twardocha, gdzie nie ma Adolfa, ale trwają przez stulecia zmagania Niemców i Polaków, ludzi i cyborgów. Machulski traktuje temat lżej, dystansuje się od martyrologicznych przeżyć i kompleksów.  O jakie kompleksy chodzi (może o niemieckie związane z Holocaustem, obozami koncentracyjnymi albo rabowaniem dzieł sztuki?), nie wyjaśnia ani on, ani prasa mętnego nurtu, która reżysera za ów unik chwali.
     
34%
pozostało do przeczytania: 66%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze