Tak, ale... Nie, ale...

Niezależnym być to marzenie części dziennikarzy, także prawicowych, oraz celebrytów z dziedziny nauki, kultury i rozrywki. Co jakiś czas odzywają się głosy takich „niezależnych” osobowości, które zapewniają, że owszem, Kaczyński jest lepszy od Tuska, ale nie wygra wyborów, bo nie stawia na młodych. A w ogóle jest do niczego, choć PiS to licząca się partia. Niezależnie od poziomu wypowiadają się spece od zbiórki pieniędzy na chore dzieci, jakieś Owsiaki i całkiem poważni politycy.

Do tych ostatnich należy niezrzeszony poseł Jarosław Gowin, który wystąpił z Platformy Obywatelskiej, bo jest „konserwatystą rynkowym” i nie po drodze mu z partią, w której zrobił karierę, bo panuje w niej moralna zgnilizna. Gowinowi też nie po drodze z PiS-em, a także z Republikanami Wiplera i PJN-em. Jemu jest po drodze z samym sobą, bo reprezentuje polityczny środek, który plasuje się między PO i PiS. I nawet trochę się w tym środku rozpycha, tyle że w środku jest ciasno. Jednym łokciem zaczepia o Solidarną Polskę, która jest też konserwatywna, ale nie po drodze jej z Kaczyńskim i być może też z Tuskiem, drugim – o twór ni to lewicowy, ni to liberalny, wyróżniający się tłustym przywódcą Kaliszem, który nazywa się Dom Wszystkich Polska. Czy dla stwierdzenia tego oczywistego faktu trzeba było zakładać jakieś ugrupowanie? I od czego są panowie Gowin, Wipler, Kowal albo Kalisz niezależni? Otóż śmiem twierdzić, że są niezależni od własnych poglądów. Po prostu ich nie mają. Tusk wprawdzie też ich nie ma, ale ma za to parcie na władzę, a to jest już coś w rodzaju poglądu. Zwłaszcza na własną karierę. Publicyści żądni sławy myślą podobnie i dostosowują swoje poglądy do mediów, w których piszą lub występują. I dlatego ich zapraszają. Nie zapraszają ich kolegów o wyrazistych poglądach. Bo są niebezpieczni. Zagrażają propagandzie sukcesu. Zapraszają takich, którzy kierują się zasadą, a brzmi ona: „Tak, ale... Nie, ale...”. I jakoś leci.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: