Gra na faul Platformy przyniosła skutek

Brak obwieszczeń wyborczych, utrudnianie udziału w referendum niezameldowanym, kłamstwa i manipulacje prorządowych mediów – taktyka Platformy Obywatelskiej przyniosła skutek. Dzięki niewystarczającej frekwencji Hanna Gronkiewicz-Waltz zostaje na stanowisku. Do referendum poszła głównie inteligencka Warszawa – niemal połowę głosujących stanowiły osoby z wyższym wykształceniem

Wieczór wyborczy. W studiu Telewizji Polskiej socjologowie dyskutują o zakończonym właśnie warszawskim referendum. Profesorowie Radosław Markowski i Janusz Czapiński wygłaszają ze swadą frazesy o nieodpowiedzialnej inicjatywie polityków, którzy narazili miasto na straty finansowe.

O tym, na jakie straty podatników naraża fatalnie zarządzany ratusz, rzecz jasna nie wspominają. Podobnie jak o potężnym ruchu społecznym, jaki narodził się wokół referendum. Za odwołaniem prezydent Warszawy głosowało aż 95 proc. głosujących, 322 tys. mieszkańców. To więcej niż liczba mieszkających w wojewódzkich Kielcach czy Białymstoku. Do tego, by referendum było ważne, zabrakło raptem 4 proc. głosów.

Mimo to władze odtrąbiły sukces. Hanna Gronkiewicz-Waltz, za której odwołaniem głosowało – przypomnijmy – 95 proc. uczestniczących w referendum, dziękuje za... obdarzenie jej zaufaniem. Media i prorządowi eksperci znaleźli już winnego. To, rzecz jasna, Prawo i Sprawiedliwość, które zaangażowaniem w kampanię miało zniechęcić do głosowania. Faktycznym powodem tego, że frekwencja była niewystarczająca, są zagrywki PO i prorządowych mediów, sabotowanie referendum przez SLD i żałosna wręcz nieudolność ugrupowań wspierających ideę odwołania prezydent stolicy. O tym za chwilę.

Cuda nad urną
Pierwszym zagraniem faul było wezwanie do bojkotu referendum przez trzy najważniejsze osoby w państwie: prezydenta Bronisława Komorowskiego, marszałek sejmu Ewę Kopacz i premiera Donalda Tuska. To złamanie kodeksu praktyk referendalnych Rady Europy,...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: